Zdrowie

Czosnek – naturalny antybiotyk – jak spożywać.

Można nie lubić jego zapachu, można nie lubić jego smaku, ale nie można mu odmówić, że ma wspaniałe właściwości prozdrowotne. Czosnek między innymi: hamuje rozwój bakterii, zwalcza infekcje wirusowe układu oddechowego, zapobiega zawałom serca poprzez obniżanie ciśnienia tętniczego, wspomaga procesy trawienne, niszczy pasożyty układu pokarmowego, wykazuje działanie antynowotworowe, opóźnia proces starzenia organizmu. Czosnek zawiera witaminę C, PP, witaminy z grupy B, prowitaminę A, a oprócz tego magnez, potas, wapń.

W naszym ogrodzie czosnek zamieszkał już na dobre od ładnych paru lat. Bo, co swoje, to swoje. Nie jakieś tam chińskie. W jesiennym sadzeniu czosnku pomagają też chętnie wnuki.

W mojej kuchni czosnek ma też zagwarantowane miejsce. Do macerowania i pieczenia mięs, do sosów, do domowych keczupów, past, pasztetów, zapiekanek, do kiszonych ogórków, do zakwasów z buraków, itd,

Teraz, w czasie pandemii, czosnek jest szczególnie pożądany, z uwagi na swoje właściwości w zwalczaniu infekcji wirusowych. Ale jak go używać, żeby sobie nie zaszkodzić, a żeby pomogło?

Ja co roku jesienią, po zbiorach, przygotowuję nalewkę czosnkową, podobno wtedy ma najlepsze właściwości. Obrane ząbki czosnku kroję na drobne plasterki (można zmiażdżyć) i zalewam spirytusem nalewkowym (60 %). Odstawiam na 10 dni w chłodne miejsce. Po tym czasie przecedzam i filtruję. Nalewkę taką zażywa się w ilościach bardzo małych, maksymalnie do 25 kropli, najlepiej dodać do ciepłego, nie gorącego, mleka, może być z miodem. Nalewki czosnkowej nie powinny spożywać osoby cierpiące na zapalenie błony śluzowej żołądka, wrzody i inne choroby żołądka, osoby z chorobami nerek, osoby cierpiące na epilepsję i kobiety w ciąży .

Moja znajoma przysłała mi przepis na wodę czosnkową. Sposób przygotowania wody czosnkowej jest bardzo prosty. Jeden obrany ząbek czosnku przecina się na pół w kierunku poprzecznym, umieszcza w porcelanowym litrowym imbryku i napełnia wodą o temperaturze pokojowej. Odbywa się to rano. Wieczorem „woda czosnkowa” jest gotowa do użycia. 2/3 szklanki należy wypić 3-4 godziny po ostatnim posiłku, wieczorem, przed snem. Następnego dnia należy powtórzyć procedurę przygotowania „wody czosnkowej” ze świeżym ząbkiem czosnku. I tak przez jeden miesiąc.

Mój szwagier natomiast rozpropagował wśród rodziny i znajomych inny sposób spożywania czosnku. Ja też przygotowuję tak czosnek od pewnego czasu i stwierdzam, że to bardzo smaczne.

Obrany czosnek (1 duża główka) należy zmiażdżyć lub drobno pokroić, umieścić w słoiku (np. 300 ml), mały pęczek pietruszki pokroić drobno, dodać do słoika, całość zalać oliwą z oliwek i odstawić do lodówki na 2-3 dni. Po tym czasie jedną łyżkę takiego wymacerowanego czosnku z pietruszką przełożyć do miseczki i spożyć wieczorem z bułeczką lub kromką ulubionego chlebka. I tak codziennie, do dna słoika. A potem przygotować następną porcję.

gotowy do spożycia produkt

No to – na zdrowie i smacznego.

Continue Reading

Zioła

Moje zioła- zbiór, suszenie, przechowywanie, zastosowanie – część I.

W jednym z komentarzy, pod którymś z moich filmów na  kanale YouTube, ktoś zapytał, czy będzie można kiedyś zobaczyć mój zbiór ziół. Oczywiście, że tak. Mój zbiór ziół każdego roku jest trochę inny, ale generalnie z roku na rok jest coraz większy. Półki przygotowane w ubiegłym roku na wiosnę, dzisiaj okazują się być już za małe. Dużo czytam o ziołach, jeżdżę na warsztaty, festiwale, spotkania, moja wiedza się powiększa i moja chęć posiadania kolejnych ziół też jest coraz większa.

Zioła, które zgromadziłam, mają bardzo szerokie zastosowanie. Tak wstępnie podzieliłam je na trzy grupy, ale wiele z tych ziół nie da się zakwalifikować tylko do jednej grupy. Co więcej, większość z nich znajduje zastosowanie w tych trzech segmentach.

Zdecydowana większość ziół używana jest przeze mnie wewnętrznie i zewnętrzne, a tylko kilka z nich  wyłącznie zewnętrznie, głównie z uwagi na zawartość substancji trujących, np. tujonów.

Zioła, które zgromadziłam w słojach pochodzą przede wszystkim z mojego ogródka. Sadziłam je w różnym czasie. Większość to rośliny wieloletnie ( mięty, melisa, tymianek, oregano, cząber, hyzop lekarski, szałwia lekarska, lawenda, piołun, rozmaryn, estragon, chabry, wiesołek lekarski, pysznogłówka, prawoślaz).

Ale są takie zioła jednoroczne, które sama wysiewam, jak rumianek, nagietek, kolendra, bazylia, majeranek, koper. Są też takie zioła, których sama nie wysiewam, głównie te jednoroczne, ale nie tylko, a kupuję je u zaprzyjaźnionego ogrodnika i wysadzam w ogrodzie. Są to miedzy innymi: werbeny, kocanki włoskie, ziele grzybowe, wąkrotka azjatycka, brahmi, lukrecja,  często też jakieś nowości.

 Założyłam też „chwastownik”, gdzie zioła, które jeszcze nie tak dawno tępiłam jako chwasty, teraz zbieram z całego ogrodu i formuję z nich rabaty. Miejsce swoje znalazły tam takie zioła-chwasty jak między innymi; krwawnik, wrotycz, babka zwyczajna, pokrzywa,  dziurawiec, bluszczyk kurdybanek, przytulia, glistnik jaskółcze ziele czy żywokost lekarski. 

Kolejna grupa ziół, to zioła z pobliskich i dalszych łąk i rzek. Do nich należą; koniczyna czerwona, dziewanna, kocanka piaskowa, bylica pospolita, serdecznik, nawłoć, skrzyp polny i mięta rzeczna.   

Na koniec zioła pozyskiwane z drzew i krzewów, poczynając od kwiatów forsycji, czeremchy, głogu, czarnego bzu, kasztanowca, jaśminowca, róży, lipy,  przez młode liście malin, jeżyn, poziomek, czarnej porzeczki, liście orzecha włoskiego, liście brzozy, po owoce goi, dzikiej róży czy mahonii.

  Co zrobić z taką ilością ziół?

Zdecydowana większość z nich jest suszona i zamykana w słojach, z terminem przechowywania 1 roku, czyli do następnych zbiorów. I z tych parzymy herbatki, najczęściej łącząc ze sobą kilka ziół.

Z części ziół przygotowujemy nalewki lecznicze, te nie mają określonego okresu przydatności, ale im dłużej uda się je przetrzymać w piwnicy, tym smak bogatszy.

Część ziół poddaję procesowi destylacji parą w alebmiku, w celu pozyskania cennych olejków eterycznych i hydrolatów, które znajdują zastosowanie przy tworzeniu własnych  kosmetyków naturalnych.

Z niektórych ziół przygotowuję maści na różne dolegliwości bólowe mięśni i stawów, na katar, na niedoskonałości skóry i włosów. Część z ziół doskonale nadaje się na płukanki wzmacniające i poprawiające kondycje włosów.

Jest grupa ziół, bez których nie wyobrażam sobie przygotowywania wszelkich posiłków. Do nich należą takie zioła jak; kolendra, oregano, cząber, estragon, rozmaryn, bazylia, tymianek,  mięta, melisa.

 Dla mnie nie istnieje już życie pozaziołowe.

Continue Reading

Ogród | Zdrowie

Pestki dyni – wpływ na zdrowie.

O tym, że pestki dyni to samo zdrowie, nie trzeba nikogo przekonywać. Pestki dyni to cenne źródło witamin i składników mineralnych oraz oleju roślinnego zawierającego nienasycone kwasy tłuszczowe.

Świeżo wyjęte pestki z dyni Danki-Polki

W tym roku posadziłam tylko kilka dyni, ale bywały lata, że zbierałam w jednym sezonie około 200 kg dyni różnych odmian, między innymi dynie makaronowe, hokkaido, muscat, piżmowe, niebieskie czy dynie olbrzymie.

Zbiór dyni z 2017 roku
Nasza rekordzistka – dynia olbrzymia – 26,5 kg

W tym roku postawiłam na pestki dyni. Najlepszą dynią w tej kwestii, dla mnie, jest dynia Danka -Polka. Ta dynia, jako jedyna mi znana, ma pestki nie posiadające białej twardej osłonki. Można je jeść bezpośrednio po wyjęciu z dyni. A ja nie za bardzo lubię łuskać pestki, szczególnie, że są takie pestki niektórych dyni, które bardzo trudno wyłuskać z osłonki. I tu często kapituluję.

Dynia Danka-Polka – miąższ i pestki

Pestki dyni zawierają witaminę E, witaminę C,  tiaminę, niacynę, ryboflawinę, kwas foliowy, witaminę B6, witaminy A i K. oraz minerały; cynk, wapń, żelazo, magnez, fosfor i potas.  Wpływają na poprawę funkcjonowania układu nerwowego, wskazane są w łagodzeniu stanów depresyjno- lękowych. Nieocenione są świeże (nie suszone) pestki w walce z pasożytami przewodu pokarmowego, takimi jak: owsiki, tasiemiec czy glista ludzka. Pestki dyni mają działanie antyoksydacyjne, spowalniają procesy starzenia organizmu. Wpływaja na poprawę kondycji skóry, włosów i paznokci. Cynk zawarty w pestkach dyni jest sprzymierzeńcem męskiej potencji i płodności.

Dynie od kilku lat, to stały element mojego ogrodu, no i oczywiście kuchni. Zupa dyniowa na dobre zagościła w jesiennym menu. Można ją wzbogacić, dodając np. żurawinę albo imbir, innym razem czosnek i kolendrę, albo rozgrzewająco – cynamon i goździki.

Nie ma się nad czym zastanawiać, na wiosnę trzeba posadzić kilka dyni, bo to też ozdoba ogrodu i samo zdrowie.





Continue Reading

Kuchnia | Ogród

Pepino – smaczny i zdrowy owoc egzotyczny.

Dwa lata temu dostałam od mojej sąsiadki Ewy sadzonkę pepino. Wsadziłam ją do szklarni, obok pomidorów i szczerze mówiąc, nie poświęciłam jej zbyt dużej uwagi. A mimo wszystko roślinka dość obficie kwitła, ale niestety wydała tylko dwa owoce. Ale za to jakie. Delikatny smak, zbliżony do melona, słodziutki, soczysty.

W ubiegłym roku zakupiłam nasiona i wysiałam. Z 11 nasionek wykiełkowały jedynie dwie roślinki. Jedną wsadziłam do szklarni, drugą na grządkę. W szklarni nie uzyskałam żadnych owoców, na grządce urodziły się trzy owoce, ale niestety nie zdążyły dojrzeć, bo przyszły przymrozki. Postanowiłam jednak, do trzech razy sztuka. Na wiosnę kupiłam znowu nasionka. W tym roku pisałam już o tym owocu, przy okazji zakupu nasion, wpis ze stycznia, https://melarosa.pl/2020/01/29/juz-dzis-zaplanuj-swoj-ogrod-balkon-taras/

Z pierwszej torebki wyszły dwie roślinki, ale jedna nie przetrwała. Kupiłam drugą torebkę i też wyszły tylko dwie roślinki. Tym razem posadziłam roślinki do dużych doniczek i postawiłam w ogrodzie. Wszystkie trzy kwitły, ale z jakiegoś powodu tylko jedna dała owoce, tym razem cztery sztuki ! Przed pierwszymi przymrozkami zabrałam rośliny do domu. Dopiero po około miesiącu przebywania na werandzie, owoce dojrzały. Bardzo długi jest czas od wysiania, do konsumpcji, ale uważam, że warto poczekać.

Pepino, nazywane też psianką melonową, to roślina, jak się w końcu okazało, wieloletnia, pochodząca z Chile i Peru, należy do rodziny psiankowatych, podobnie jak pomidory, bakłażany i miechunka jadalna. Zawiera dużo witaminy C i A oraz składniki mineralne.

Poprzednio nie wiedziałam, że to roślina wieloletnia, na jesień wyrywałam ją z korzeniami, jak pomidory i bakłażany i wyrzucałam na kompost. Teraz przetrzymam w donicach, w domu przez zimę, w chłodnym miejscu i mam nadzieję, że w następnym roku plon będzie bardziej zadowalający. Owoce pepino nie nadają się do długiego przechowywania i transportu, a więc jedynym sposobem, aby smakować go na surowo, to wyhodowanie własnych owoców. Liczę, w końcu, na sukces 🙂

Continue Reading

Kuchnia | Zdrowie

Nalewka i sok z pigwowca japońskiego.

Pigwowiec japoński to niewielki krzew kolczasty o intensywnie czerwonych lub pomarańczowych kwiatach, kwitnący wczesną wiosną i o żółtych niewielkich okrągłych owocach dojrzewających w październiku. Owoce pigwowca zawierają około 7 razy więcej naturalnej witaminy C niż cytryny. Zawierają też miedź, żelazo, potas i witaminy z grupy B. Owoce nadają się świetnie na soki, na musy, dżemy i oczywiście na pyszną nalewkę.

O tym, jak zrobić sok i nalewkę z owoców pigwowca opowie mój mąż, który w naszym domu jest specjalistą w tym zakresie. Zapraszam do oglądania i posłuchania.

Sok z pigwowca obniża poziom złego cholesterolu, hamuje rozwój cukrzycy, wykazuje silne działanie przeciwwirusowe i przeciwbiegunkowe. Jest doskonałym lekiem przeciwkaszlowym. Sok z pigwowca dzięki wysokiej zawartości przeciwutleniaczy zapobiega zachorowaniom na nowotwory. Wspomaga też w procesie odchudzania.

Przepis na nalewkę z pigwowca japońskiego, wg mojego męża;

  • Dojrzałe owoce pigwowca przebrać, umyć, pokroić w ósemki i wydrążyć gniazda nasienne,
  • słój 4 litrowy umyć i wyparzyć,
  • napełnić słój owocami pod pokrywkę, przesypując kolejne warstwy cukrem, około 70 dkg cukru,
  • słój odstawić na słoneczny parapet, dwukrotnie w ciągu dnia należy potrząsnąć słojem,
  • kiedy owoce puszczą sok i zmniejszą swoją objętość o około 50 %, co może nastąpić po około 3 dniach, uzupełnić słój mocną wódka ( np. w proporcjach: 1 litr spirytusu 96 % rozcieńczonego pół litrem wody przegotowanej ostudzonej),
  • można dodać kilka goździków lub laskę cynamonu.
  • zamknąć słój i odstawić w chłodne miejsce na 1 rok 🙂
  • po upływie tego czasu zlać nalewkę, przefiltrować, przelać do butelek i odstawić na następny rok,
  • po tym czasie nalewka jest gotowa do spożycia,
  • owoce, po zlaniu nalewki, można powtórnie wykorzystać, postępując tak, jak ze świeżymi owocami,
  • można też przepuścić je przez wyciskarkę wolnoobrotową, uzyskując dodatkową ilość nalewki,
  • lub można owoce spod nalewki dodawać do herbatki zimowej.

Na zdrowie 🙂

Continue Reading

Kuchnia

Maliny w soku własnym – jak zrobić, aby zachowały kształt.

Maliny w soku własnym są bardzo pożądane przez moje wnuki. Najstarszy Leon (6,5 lat) co prawda woli już lody malinowe samodzielnie przygotowywane, ale maluchy, Tymon i Ignacy, uwielbiają kaszkę z malinami.

W tym roku maliny zaczęły dojrzewać bardzo późno, dopiero na początku września, bo wiosna i lato nie należało do najcieplejszych, zbyt mało było słońca. Toteż jeszcze w listopadzie zbierałam maliny i to w ilościach bardzo przyzwoitych. Jak co roku część malin została zamrożona, z części zostały zrobione soki w sokowniku, część poszła na maliny w soku własnym, no, a niewielka część na pyszną i zdrową malinówkę. Do tej pory maliny w soku własnym robiłam w ten sposób, że po napełnieniu malinami słoiczków, zasypywałam je cukrem i poddawałam pasteryzacji w piekarniku. Maliny, owszem, puszczały sok, ale same traciły kształt, zmieniając się malinową papkę.

W tym roku przygotowałam maliny w inny sposób. Zebrane maliny umieściłam w misce, przesypując każdą warstwę cukrem pudrem. Po zabezpieczeniu folią spożywczą, pozostawiłam maliny na 24 godziny w chłodnym miejscu. Po tym czasie maliny przełożyłam do wyparzonych słoiczków i zalałam wytworzonym sokiem. Następnie włożyłam do zimnego piekarnika, temperaturę ustawiłam na 110 stopni, a czas pasteryzacji ustawiłam na 40 minut. Po wyjęciu gorących słoiczków z piekarnika , odwróciłam je do góry dnem, przykryłam kocem i pozostawiłam do wystygnięcia.

Warto przypomnieć zasadę pasteryzacji, tzn, zimne słoiki z zawartością wstawiamy do zimnego piekarnika, a słoiki z gorącą zawartością wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Oczywiście wtedy czas pasteryzacji jest wydłużony przy zimnym piekarniku, a skrócony przy gorącym.

Maliny, oprócz tego, że zachowują kształt, w mojej ocenie, mają też bogatszy smak. I są takie bardziej aksamitne. po prostu pyyyszne 🙂

Continue Reading

Eko - Kosmetyki

Różany tonik do twarzy – jak zrobić.

  Tonik Różany to mój kolejny kosmetyk, który przygotowuję sama w domu.  Składniki toniku przygotowywałam przez całe lato, kiedy kwitły moje pachnące róże.  Chociaż jesień tegoroczna, mimo, ze daleko jej do tej pięknej złotej jesieni, jest na tyle ciepła, że jeden krzew pachnącej roży powtórzył kwitnienie i właściwie mogę dalej przygotowywać moje „mikstury”.

 Mój tonik różany składa się z czterech składników: hydrolatu różanego, wody różanej, octu różanego i glicerytu różanego. Wszystkie składniki przygotowuję sama. To nie jest trudne, ale wymaga trochę czasu. Jeżeli ktoś nie ma czasu czy cierpliwości, można przygotować tonik ze składników gotowych lub tylko niektóre przygotować samodzielnie.

Taki tonik  odżywia, oczyszcza, zmiękcza i wygładza skórę, przywraca  jej prawidłowy poziom pH,   tonizuje i  łagodzi  podrażnienia, rozjaśnia przebarwienia, wyrównuje koloryt skóry, wzmacnia naczyńka, regeneruje naskórek i  spowalnia procesy starzenia skóry.  

Podstawowym składnikiem mojego toniku różanego jest hydrolat różany, uzyskany w drodze destylacji parą, której poddane zostały patki róż pachnących w moim alembiku. Hydrolat różany nie przenosi w pełni zapachu róż. Żeby wzmocnić ten zapach, poddałam maceracji płatki róż właśnie w hydrolacie różanym. A dokładniej umieściłam płatki róż pachnących w słoju, zalałam je hydrolatem różanym i pozostawiłam na trzy dni. Po upływie tego czasu zlałam hydrolat, zużyte płatki wyrzuciłam, a słój napełniłam świeżymi płatkami i znowu pozostawiłam na trzy dni. Taką czynność powtórzyłam jeszcze raz. Należy przy tym pamiętać, aby chociaż raz dziennie potrząsnąć słojem lub wymieszać zawartość.  Dzięki takiemu zabiegowi uzyskałam pachnący hydrolat o mocnym różowym zabarwieniu.

Jeżeli nie posiada się hydrolatu różanego, można przygotować wodę różaną w podobny sposób. Zamiast hydrolatu należy zalać  pachnące płatki róż wodą destylowaną, z małą ilością spirytusu 95 %.  Spirytus ma   zapobiec  ewentualnej fermentacji. Czynność wymiany płatków róż można powtórzyć kilkakrotnie, aż uzyska się pożądaną intensywność zapachu. Cały proces maceracji wodnej płatków róż powinno przeprowadzać się w chłodnym miejscu (nie w lodówce), np. w piwnicy lub chłodnej łazience. Po tym czasie zlać płyn i przefiltrować, przelać do butelki, najlepiej z ciemnego szkła i przechowywać w chłodnym miejscu, np. w lodówce lub w piwnicy.

 Kolejnym składnikiem jest ocet różany. Można pozyskać go  w różny sposób.

Ja przygotowałam ocet w sposób tradycyjny, choć długotrwały. Duży słój napełniłam do 2/3 wysokości płatkami róż i zalałam wodą przegotowaną z cukrem, ostudzoną. Ponieważ nie miałam matki octowej różanej, dodałam ¼ szklanki octu jabłkowego własnej roboty. Słój zabezpieczyłam gazą, aby nie dostały się muszki i postawiłam na parapecie od południowo-zachodniej strony. Codziennie mieszałam płatki w słoju. Płatki róż   przez ten czas utrzymywały się w górnej części płynu, a płyn   miał zapach wina. To trwało około 3 tygodni. Po tym czasie płatki róż opadły i to był znak, że zakończyła się fermentacja  alkoholowa, a rozpoczęła fermentacja octowa.   W tym momencie usunęłam płatki róż, a czysty płyn pozostawiłam na następne  3 tygodnie do fermentacji octowej.  Po tym czasie przefiltrowałam ocet i przelałam do butelek, ale nie zamykałam ich korkiem, tylko zabezpieczyłam gazą, ponieważ nie zakończyła się jeszcze całkiem fermentacja i odstawiłam w chłodne miejsce, czyli do piwnicy.

 Jeżeli nie chce się tak długo czekać na własny ocet różany, można uzyskać go w krótszym czasie. Słój umyty i wyparzony należy napełnić płatkami róż pachnących i zalać octem, najlepiej  jabłkowym lub winnym. Codziennie należy potrząsać słojem. Po trzech dniach wymienić płatki na nowe, a po kolejnych 3 dniach powtórzyć czynność, aż do uzyskania pożądanej intensywności zapachu.

Ostatni składnik mojego toniku różanego, to gliceryt różany. Potrzebna jest gliceryna roślinna, woda destylowana i spirytus.  Słój umyć i wyparzyć, włożyć płatki róż pachnących i zalać podgrzanym do 40 stopni spirytusem, tak, aby tylko przykryć płatki, szybko wymieszać i pozostawić na około 15 minut. W tym czasie glicerynę rośliną podgrzać wraz z wodą destylowaną również do 40 stopni. Po upływie15 minut zalać płatki mieszanką wody i gliceryny i wymieszać. Słój zamknąć pokrywką i pozostawić na 30 dni w ciepłym, ciemnym miejscu, codziennie wstrząsając słojem lub mieszając zawartość. Po tym czasie przecedzić i przefiltrować płyn (trochę to trwa). Następnie  przelać do naczynia (słoja, butelki, może być  z ciemnego szkła) i przechowywać w chłodnym miejscu.

Ja przygotowuję składniki  glicerytu w proporcji 1/5/1, tzn. jedna część spirytusu, 5 części gliceryny roślinnej i jedna część wody destylowanej (lub przegotowanej).  Ale można sobie nieco zmienić te proporcje.

Mój tonik różany składa się z:

2/5 części hydrolatu różanego,

1/5 części wody różanej,

1/5 części octu różanego,

1/5 części glicerytu różanego.

Jeżeli nie posiada się hydrolatu różanego, wystarczy połączyć pozostałe składniki, czyli wodę różaną, ocet różany, gliceryt różany w równych częściach.

Trzeba włożyć  trochę pracy w przygotowanie takiego toniku różanego, ale skóra Wam za to podziękuje. Będzie świeża i promienna.

Continue Reading

Ogród | Zdrowie

Miechunka pomidorowa – mały wielki owoc – właściwości, zastosowanie

owoc miechunki pomidorowej

Nasiona dostałam od synowej, wysiałam, potem wysadziłam na podwyższoną grządkę, szczerze mówiąc, nie bardzo wiedziałam, czego mam się spodziewać. Pracy w ogrodzie było dużo, więc specjalnie nie skupiałam się na tej roślinie. A ona tymczasem rosła, rosła i rosła. Niestety posadziłam ja zbyt gęsto i jej długie gałązki bardzo się splątały. Najpierw pojawiły się na niej małe biało-żółte drobne kwiatki, nic specjalnego. Zdziwiłam się dopiero trochę, kiedy zaczęły się pojawiać w dużej ilości na niej pergaminowe torebeczki z małym owocem w środku.

Dopiero wtedy przypomniałam sobie, że już się kiedyś spotkałam, nawet we własnym ogrodzie z tą roślina. Dostałam jakieś dwa lata temu sadzonkę od sąsiadki Ewy, ale pod nazwą rodzynek brazylijski. No, nazwa nie była, jak się potem okazało, właściwa. Bowiem miechunka pomidorowa jest krewną miechunki peruwiańskiej, zwanej właśnie rodzynkiem brazylijskim.

Ilość owoców naprawdę mnie zaskoczyła . Zaczęłam systematycznie zbierać te owocki, które opadły na ziemię. Ponieważ wyglądały mi na nie do końca dojrzałe, takie jasno żółto-zielone, ułożyłam je, tak jak moje zioła do suszenia, na obrusie, na podłodze w pokoiku na górze. I tak, co kilka dni przynosiłam następne owoce.

W smaku owoce miechunki pomidorowej takie trochę dziwne, nie przypominają smaku pomidorów, chociaż w przekroju są podobne. Z czasem, kiedy nabierały koloru, nabierały też innego smaku, zrobiły się bardziej słodkie. Miechunka pomidorowa należy do rodziny psiankowatych, do której należą między innymi bakłażany i pomidory. Pochodzi z Meksyku, gdzie znana jest właśnie pod nazwą zielony pomidor.

Miechunka pomidorowa zawiera dużo witaminy C, witaminy z grupy B (niacynę), fosfor, wapń, żelazo, sole i minerały (potas, miedź), jest bogata w przeciwuteniacze. Dostarcza organizmowi duże ilości błonnika, wspomaga on funkcjonowanie układu trawiennego i lepsze wchłanianie tłuszczów.   Wspomaga proces odchudzania. Pomaga też w obniżeniu poziomu cukru we krwi.

Miechunka posiada właściwości przeciwbakteryjne i przeciwnowotworowe. Wspomaga system odpornosciowy organizmu. Wpływa też na poprawę stanu skóry, poprzez zwiększenie wydzielania kolagenu w organiźmie. Wspomaga pracę oczu, między innymi z uwagi na zawartość beta karotenu.

Miechunka pomidorowa nadaje się do konsumpcji na surowo, można ją dodawać do sałatek, do deserów lub do sosów. Podobno dobrze jest zrobić z niej nalewkę, pomaga w dolegliwościach stawowych, wspomaga usuwanie z nich kwasu moczowego.

A po zjedzeniu owocu, z pergaminowych otoczek (lampioników), a także z ziela miechunki, można zrobić napar i wykorzystać go do płukania włosów. Taki napar wzmacnia włosy, nadaje im połysk, leczy łupież. Można użyć go również do przemywania skóry z różnymi problemami; typy wypryski, tradzik, ropnie.

Miechunka pomidorowa na pewno będzie stałym elementem mojego ogrodu i teraz już wiem, jak powinnam o nią zadbać. Przede wszystkim posadzic ją w większych odstępach i dać jej duże podpory, tak jak dla normalnych pomidorów. Ponieważ nie jest ona odporna na mróz, a noce są już mocno chłodne, wyciągnęłam z ziemi krzewy z korzeniami i podwiesiłam do góry korzeniami w szklarni. Mam nadzieję, że jeszcze trochę owoców uda mi się zebrać :-).

Continue Reading

Ogród

Dalie, georginie – jesienno- letnie kwiaty

Kiedy byłam mała w każdym ogrodzie w sąsiedztwie musiały być „gieorginie”. Tak u nas mówiło się na te piękne kwiaty. Potem zaczęły znikać z ogrodów. Czy to przez to, że przestały być modne, czy może dlatego, że wymagają więcej pracy niż inne rośliny w ogrodzie, było ich coraz mniej.

Dalie nie są mrozoodporne, dlatego na jesieni, po przekwitnięciu, trzeba je wykopać, osuszyć, oczyścić z ziemi, zapakować w kartony z trocinami, lub jak niektórzy to robią, z gazetami, i przechować w chłodnym ciemnym miejscu do wiosny. A wiosną przygotować miejsce i wysadzić. No i jeszcze chronić przed ślimakami, bo takie młode listki wychodzące z ziemi, to ich wyjątkowy przysmak.

Potem trzeba jeszcze je opalikować, bo potrafią wyrosnąć bardzo wysoko, niektóre nasze dalie osiągają wysokość dobrze ponad 2 metry. Jest przy daliach trochę zachodu i pracy. Ale za to kwitną pięknie i długo cieszą oko swymi niezwykłymi kolorami od białego, prawie do czarnego, jak np. arabska noc. Czasami tylko wczesne jesienne przymrozki potrafią je w jedną noc zniszczyć.

Dalie nadają się na kwiat cięty, potrafią nawet do dwóch tygodni ozdabiać wnętrza domu. Nasze dalie uprawia mój mąż. On wykonuje wszystkie czynności, o których pisałam. Ja tylko ścinam je do wazonu i podziwiam.

Do najbardziej popularnych odmian należy: dalia peoniowa, o pełnych kwiatach, dalia pomponowa o kulistych koszyczkach kwiatowych, dalia kaktusowa posiadająca wąskie kwiaty języczkowe o zwykle zaostrzonych płatkach oraz dalia dekoracyjna, której koszyczki osiągają duże rozmiary.

Ten rok nie był dla naszych dalii dobry, zbyt długo wiosną było zimno, zbyt dużo deszczu i wiatru. A dalie to słoneczne kwiaty. Były lata, kiedy nie było w naszym ogrodzie dalii, ale wróciły i nie wyobrażam sobie teraz naszego ogrodu bez tych pięknych kwiatów.

A na koniec dalia z ogrodu naszej sąsiadki. Za rok, będzie też mieszkać w naszym ogrodzie. To już umówione, oczywiście w ramach barteru międzysąsiedzkiego .

Odwiedziliśmy kiedyś jesienią Dalien Garten w Fuldzie w Niemczech. Coś pięknego. Tam widać, jak dużo jest odmian tych kwiatów. Podobno na świecie jest ich około 3600. https://www.von-reisen-und-gaerten.de/fulda-dahlien-garten-fotowalk/

Continue Reading

Kuchnia | Ogród | Zdrowie

Dereń jadalny – właściwości, zastosowanie, uprawa.

 Dereń jadalny warto mieć w ogrodzie dla jego smacznych i bardzo zdrowych owoców, a także dla ozdoby. Bo zarówno, gdy kwitnie bardzo wczesną wiosną, kiedy jeszcze w ogrodzie nie ma innych oznak życia, on już raduje oko żółtą chmurą kwiatów, jak też później, jesienią, kiedy dojrzewają owoce, jest bardzo dekoracyjny.  Owoc jest cierpki, o smaku wiśniowo-żurawinowym i zawiera pestkę.    

owoce derenia jadalnego

Owoce derenia jadalnego są  bardzo bogate w pierwiastki mineralne i witaminy (wit. C, A, P).    Witamina C wspomaga układ odpornościowy i usuwa zmęczenie.  Witamina P zawarta w owocach derenia wzmacnia układ krwionośny i ma działanie przeciwalergiczne, a  witamina A wpływa korzystnie  na skórę, włosy, paznokcie oraz na wzrok.

Owoce derenia zawierają też duże ilości żelaza, dzięki temu są pomocne w walce z anemią. Ponadto zawierają potas, fosfor, wapń, cynk, magnez, mangan, miedź, a także betakaroten, flawonoidy, kwasy organiczne, pektyny, garbniki i cukry.  

Spożywanie owoców derenia wspomaga przemianę materii, znajduje zastosowanie przy dolegliwościach żołądkowych, polecany jest też osobom zmagającym się z nadwagą i otyłością. Dereń jadalny ma także działanie antyseptyczne i grzybobójcze.

Owoce derenia jadalnego  mają działanie  przeciwzapalne i moczopędnie,   zwiększają wydalanie wody i sodu z moczem,  poleca się  stosowanie  owoców  w leczeniu chorób nerek i dróg moczowych. Dereń stosowany może być do łagodzenia objawów migreny i podagry.

 Zbiór owoców odbywa się w sposób podobny do zbioru oliwek, tzn, nie zrywa się owoców z gałązek, ale dopiero kiedy same spadną  na ziemie. W związku z tym, kiedy owoce derenia zaczynają dojrzewać, układa się siatki lub agrowłókninę na ziemi, i zbiera się owoce z ziemi. Ja przed zbiorem lekko potrząsam gałązkami, żeby te dojrzałe owoce spadły.  

Uprawa derenia jadalnego jest dość prosta, krzewy nie mają jakiś specjalnych wymagań, nie wymarzają, ani im specjalnie susza nie przeszkadza. Na wiosnę podsypuje się pod krzewy trochę kompostu. Inaczej jest z zawiązkami owoców. Te nie są odporne na mróz i trzeba je chronić. W tym celu uszyłam kilka lat temu z agrowłókniny namiot o długości 10 m, który zakładamy na krzewy w kwietniu i na początku maja, kiedy przychodzą przymrozki. Z tego też powodu, po zbiorze owoców,  co dwa lata przycinamy krzewy do rozmiaru mieszczącego się w tym namiocie. Ten sposób sprawdza się u nas, i dzięki temu mamy jesienią owoce.

ochrona przed wiosennymi przymrozkami

Innym rodzajem zagrożenia dla owoców derenia jadalnego, są szpaki. Kiedy krzewy były dużo mniejsze, mąż zakładał specjalne siatki. Teraz jest to  ze względów technicznych trudne. Zatem zawiesza na linkach, nad krzewami  płyty CD, które obracając się na wietrze, błyszczą i odstraszają niepożądanych gości.

ochrona przed szpakami

Odkąd poznaliśmy smak derenia jadalnego, co roku przygotowujemy leczniczą nalewkę „dereniówkę”.  Dereniówka polecana jest przy przeziębieniach, wspomaga system immunologiczny,   co w konsekwencji zwiększa   odporność organizmu. Przygotowuję też soki w sokowniku dla naszych wnuków. Wczesniej robiłam z owoców derenia kompoty na zimę.

owoce już w sokowniku

Niedojrzałe owoce derenia (zielone lub lekko pomarańczowe) można kisić , podobnie jak oliwki. Dawnej, kiedy oliwki nie były tak dostępne, jak teraz, właśnie w ten sposób przygotowywano, taki erzatz oliwek.

Owoce derenia można też suszyć i dodawać do zimowych herbatek. Z liści i kory derenia można przygotowywać kąpiel  pomocną przy bólach reumatycznych.

 Sadźcie derenie, zamiast iglaków, świerków, tui, cyprysów – to się opłaca. Tyle zdrowia w małym owocu.

Continue Reading