Eko - Kosmetyki

Najlepszy krem nawilżający do twarzy – mój własny aloesowy :-)

2 lutego 2024

Pomysł na robienie własnego naturalnego kremu przyszedł do mnie jakieś 7 lat temu. Poszukiwania drogi do celu, na początku było trochę chaotyczne. Podpytywałam moją koleżankę kosmetyczkę, która w dawnych czasach ucierała kremy, ale nic z tego nie wyszło, zbyła mnie, krótko mówiąc. Ktoś podrzucił; wejdź na stronę internetową zróbsobiekrem, weszłam zamówiłam zestaw, jednak nie było to, czego podświadomie szukałam. Podejmowałam jakieś jeszcze próby, wszystko nie to. Inna moja, dużo młodsza koleżanka, z dużego miasta, odwiedziła mnie w drodze na Festiwal Mydła i Dzikiej Kosmetyki w Muchowie i podarowała mi własnoręcznie zrobiony krem do ciała. I tu zostałam trafiona. Nie pytałam Marty, jak to zrobiła, ale nie mogłam uwierzyć, że można samodzielnie w domu zrobić coś tak pięknego, gładziutkiego, puszystego, pachnącego, wspaniale wchłaniającego się w skórę. Też chciałam robić takie kremy. Ale jak? Aż przyszły święta i pod choinkę dostałam książkę o robieniu domowych kosmetyków. Migiem ją przejrzałam i wybrałam jeden przepis, krem nagietkowo-aloesowy. Tak się złożyło, że miałam już wcześniej zrobiony macerat olejowy nagietkowy, miałam już swoje aloesy, z których pozyskałam żel, pozostałe składniki dokupiłam i z zapałem wzięłam się do roboty. I tu nastąpiło wielkie rozczarowanie, bo mój krem w niczym nie przypominał kremu ze zdjęcia w książce. W czym tkwił błąd. Kolejne próby i kolejne i wciąż coś nie tak. Zaczęłam poszukiwania w Internecie. Nikt nie chciał podzielić się ze mną informacją, jak zrobić dobry krem naturalny do twarzy. Albo nie miałam szczęścia znaleźć takiej strony. Wreszcie zdecydowałam, że trzeba jechać po wiedzę. Na pierwsze warsztaty pojechałam daleko, bo aż na Warmię. Warsztaty były bardzo ciekawe, tematów było dużo, od ziół, kwiatów, destylacji olejków eterycznych, stosowania olejków eterycznych, robieniu kremów, aż po przyrządzanie pysznych wegetariańskich potraw. Warto było. Jeden mały krok do przodu. Potem niespodziewanie w miejscu mojego zamieszkania pojawił się Maciej z Zielonego Wulkanu z warsztatami, na których zrobiliśmy dwa kremy do twarzy i błyszczyk do ust. I tu nastąpił wyraźny przełom. Nareszcie coś zaczęło wychodzić. Potem kolejne warsztaty niedaleko domu, to Ewa i Krzysiek z Chwaściarni, znowu kremy i maści. Zaczęłam wreszcie robić kremy, tworzyć własne receptury, eksperymentować, modyfikować. W międzyczasie przygotowywałam tzw. przedmieszki, czyli maceraty, gliceryty, hydrolaty, ekstrakty alkoholowe, ekstrakty wodne. Ręce pełne roboty, wysiewałam zioła, kwiaty, zbierałam, suszyłam, przetwarzałam na różne sposoby. Potem i ja zaczęłam jeździć na Festiwale Mydła i Dzikiej Kosmetyki, wspaniałe wykłady, pokazy, warsztaty, rozmowy, wymiana doświadczeń, jednym słowem skarbnica wiedzy. No i to wszystko doprowadziło mnie do tego mojego, własnego kremu aloesowego, który wreszcie spełnia moje oczekiwania. I dzielę się tym moim przepisem, z nadzieją, że ktoś może skorzysta.

A teraz przepis, kto nie zdążył zanotować podczas oglądania filmu.

A – Faza wodna, łącznie 220 g :

hydrolat aloesowy – 150 g, wydestylowany z własnych aloesów Aloe Vera z Wysp Kanaryjskich,

żel aloesowy – 70 g , z tych aloesów co wyżej,

B – Faza olejowa, łącznie – 98 g :

macerat olejowy aloesowy – 40 g,

Olej kokosowy – 10 g,

masło shea – 10 g,

mieszanka olejów zwierzęcych nawonniona zapachem fiołka wonnego metodą enfleurage – 10 g,

emulgator Olivem 1000 – 24 g,

Alkohol cetylowy – 4 g

Składniki obu faz A i B umieścić w naczyniu (tutaj miska szklana), naczynie w garnku z wodą, na dno garnka ułożyć ściereczkę. Podgrzewać do rozpuszczenia wszystkich składników, bez mieszania w międzyczasie. Po rozpuszczeniu wszystkich składników rozpoczynam mieszanie , przez chwilę na gorąco, potem przekładam szklaną miskę z zawartością masy kremowej do miski z zimną wodą z kostkami lodu i kontynuuję energiczne mieszanie. Można tu użyć miksera, ale ja wolę robić to ręcznie, wtedy krem nie napowietrza się, ma dobrą konsystencje, jest gładki. Kiedy temperatura masy kremowej spadnie poniżej 40 stopni, zaczynam dodawać składniki fazy C.

Faza C, łącznie 88 g

gliceryt ziołowy (tutaj nagietkowy) – 24 g,

betaina z buraka – 6 g, rozpuszczona w hydrolacie,

witamina C (kwas askorbinowy) – 10-15 g, rozpuszczona w hydrolacie,

witamina B3 (niacynamid) – 5-10 g, rozpuszczona w hydrolacie,

Ekstrakt alkoholowy z aloesu (nalewka) – 20 g,

olej zimnotłoczony ze słodkich migdałów – 10 g,

kwas hialuronowy potrójny 1,5 % – 5 g,

witamina E – 3-5 g,

witamina A – 3 g (nie koniecznie)

konserwant naturalny – 2 g,

olejek eteryczny ulubiony – 20 – 30 kropli.

Wszystko dobrze wymieszać.

Słoiczki wyparzyć, osuszyć, napełnić kremem, zakręcić, opisać.

Z tej ilości składników uzyskuje się 6 słoiczków kremu o pojemności 60 ml każdy i jeden o pojemności 30 ml.

Przechowywać w lodówce do 6 miesięcy, w łazience do 1 m-ca (w temperaturze poniżej 22 stopni).

Nakładać cienką warstwę na wilgotną skórę (nie mokrą), najlepiej skórę nawilżyć wcześniej hydrolatem.

Zachęcam do podejmowania takich wyzwań, krem jest naturalny, wolny od chemii, niektóre składniki można zamienić, z niektórych można zrezygnować (dodatki). Satysfakcja murowana, jak się zrobi własny krem. A skóra będzie się cieszyć 😉

Only registered users can comment.

  1. Pierwsza prawda- kremy są dobre nawet na skórę faceta. Druga prawda- droga do sukcesów dosłownie ciernista, bo składnikiem są wyciągi z kwiatów kolczastych np róży. Trzecia prawda- bez własnego ogrodu trudno o ekosukces.

  2. Pani Marylko,
    …bardzo dziękuję za kolejną wspaniałą recepturę:) muszę przygotować przedmieszki i robię krem aloesowy . Pani receptura na krem z acmelią – rewelacja !!! …krem cudowny dla skóry. przesyła serdeczności. Jola

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *