Kuchnia

Bakłażanowy zawrót głowy.

Wśród wielu moich znajomych bakłażan uważany był za warzywo o nijakim smaku, ciężkostrawny, a w ogóle, to co można z takiego warzywa zrobić ? Próbuję od kilku lat zmienić ich zdanie na temat bakłażana. To bardzo fajne, smaczne, zdrowe i jak pokazałam na zdjęciach we wcześniejszych wpisach, dowcipne warzywo 🙂

Prawdziwy smak bakłażana poznałam w podróżach po Europie i północnej Afryce. Wcześniej dorzucałam go do potrawy nazywanej potocznie 'ratatuj” Ratatouille – wywodząca się z Nicei potrawa jarska. Danie to opiera się na składnikach warzywnych, przede wszystkim na bakłażanach, cukinii, cebuli, pomidorach i papryce .

Kilka ładnych lat temu, byliśmy przejazdem w Gliwicach, w drodze na lotnisko. Nasz kolega Wojtek, mieszkaniec tego pięknego miasta, zaprosił nas do swojego domu i ugościł, między innymi przepysznymi bakłażanami, które sam przyrządził. Po jakimś czasie postanowiłam przypomnieć sobie smak tych bakłażanów, zadzwoniłam do Wojtka po przepis. Od tej pory przygotowuję takie bakłażany kilka razy w roku i znikają z lodówki bardzo szybko. A oto przepis:

Bakłażany „a’la Nurek„.

Bakłażany umyć i osuszyć. Pokroić w plastry ok. 0,5 cm, oprószyć solą najpierw z jednej strony, odstawić na 15 minut, zdjąć ręcznikiem papierowym wodę, która się wytworzyła na powierzchni bakłażana. Powtórzyć czynność po odwróceniu plastrów.

Następnie na patelni grillowej lekko opiec z obu stron plastry bakłażana .

Przygotować kilka zabków czosnku i pokroić je drobno, listki bazylii, słoiczek z kaparami i ostrą papryczkę (pokroić).

Do umytych i wyparzonych słoików włożyć 3-4 plastry upieczonych bakłażanów, na to 2-3 listki bazyli, kilka kawałków papryczki, 7-8 kaparów i kilka kawałków czosnku. Można doprawić lekko pieprzem mielonym. Następnie znowu plastry bakłażanów, na to bazylię, papryczkę, czosnek, kapary, i tak, aż zapełni się słoik. Następnie zalewam lekko podgrzanym olejem, zamykam słoik. Po ostygnięciu wkładam do lodówki. Niby dopiero po kilku dniach nabierają właściwego smaku, ale u mnie nie zawsze doczekają tych kilku dni :-). Jak to jeść? bardzo dobrze smakuje z domowym chlebkiem. Można dodać też do spaghetti czy do penne. Przechowywać w lodówce.

Kiszone bakłażany.

W tym roku zakisiłam bakłażany. Normalnie, tak, jak ogórki. Na 1 litr wody 1 łyżka soli. Do słoika włożyłam koper, czosnek, chrzan, liście wiśni i czarnej porzeczki. W tym roku stawiam na kiszonki, bo naturalne probiotyki.

Kolejna potrawa została przez rodzinę nazwana „wegańskim śledziem”

4 umyte i osuszone bakłażany pokroić na wąskie paski. Zagotować 2 litry wody, dodać od 0,25 do 0,5 l octu z białego wina, w zależności, czy ktoś woli bardziej kwaśne, czy mniej kwaśne, ja dałam tylko 1 szklankę octu. Dodać 2 łyżki soli i 4 łyżki cukru ( tu też można trochę zmniejszyć lub zwiększyć ilość, w zależności, kto jak lubi). Na gotujący roztwór wrzucić pokrojonego bakłażana na 3 minuty. Odcedzić i osuszyć, najlepiej ułożyć na czystej bawełnianej ściereczce lub po prostu na desce do krojenia.

Do miski włożyć ulubione zioła, np. oregano, bazylię, tymianek, szałwię, dodać pokrojony czosnek i pokrojoną papryczkę ostrą. Wymieszać i dodać osuszone pokrojone bakłażany.

Wszystko razem wymieszać, przełożyć do słoików i zalać oliwą. Zapasteryzować. Zanieść do piwnicy czy do spiżarki. Wyjmować na specjalne okazje 🙂

Na mniej specjalne okazje mam inną potrawę, którą można bardzo szybko przygotować.

Pieczone bakłazany z pomidorami mozzarellą.

Bakłażany pokroić w plastry gr. ok. 1 cm (w poprzek), oprószyć solą, odczekać 15 minut, zebrać wykroploną wodę ręcznikiem papierowym, obrócić plastry na drugą stronę i powtórzyć czynności.

Blaszkę do pieczenia wyłożyć papierem, ułożyć plastry bakłażanów, skropić lekko oliwą, posypać drobno pokrojonym czosnkiem, ułożyć listki bazylii. Na to wszystko ułożyć grube (1 cm) plastry pomidorów (krojone w poprzek), lekko posolić i popieprzyć, ja dodatkowo posypuję mieloną kolendrą. Wstawić do piekarnika na 40 minut na temperaturę 180 stopni C.

Po upływie tego czasu wyjąć blaszkę, ułożyć na każdy pomidor plaster mozzarelli i włożyć jeszcze na chwilę do piekarnika, tylko tyle, żeby ser się rozpuścił. Można jeść na ciepło i na zimno. No i smacznego 🙂

A dla wytrwałych, którzy dotarli do tego miejsca mojego wpisu, prawdziwy rarytas, który znika ze stołu z prędkością błyskawicy.

Roladki bakłażanowe z orzechową pastą.

Bakłażany (1 kg) umyć i osuszyć, pokroić w plastry wzdłuż o gr. 0,5-0,7 cm.

Nagrzać piekarnik do 200 stopni C. Blaszkę wyłożyc papierem do pieczenia, ułożyć plastry bakłażanów, posmarować olejem za pomocą pędzelka i opróczyć solą, potem obrócić i powtórzyć czynności. Następnie włożyć do piekarnika i piec przez 15 minut.

Do naczynia blendera lub do termomiksu włożyć orzechy (100 g), 1/2 ząbka czosnku, 1/4 łyżeczki ziaren kolendry, 1/4 lyżeczki mielonego kuminu, sól i pieprz, garść świeżej kolendry lub bazylii, kilka plasterków świeżej papryczki chili. Zmiksować wszystko na gładką masę, dolewając stopniowo wodę (1/4 szklanki). Upieczone bakłażany lekko przestudzić, posmarować każdy plaster pastą orzechową i zawinąć roladki. Można jeść na ciepło i na zimno. Pyyyychota !

Mam jeszcze przepis na moussakę i parmigianę, ale to może kiedyś, później. No, to powodzenia i smacznego 🙂

Continue Reading

Ogród

Jesienne plony – pomidory.

Kto śledzi mojego bloga od początku, to może pamięta, że pomidory wysiewaliśmy już na początku lutego. Ten rok nie był tak łaskawy w ciepło i słońce, jak ubiegły, jeżeli chodzi w szczególności o wiosnę. Maj był zimny, przez co opóźniła się nieco wegetacja wiekszości warzyw, w tym bakłażanów i pomidorów. Ale zbiory są i tak imponujące.

Nasze pomidory.

W ubiegłym roku moja koleżanka Irenka przyniosła mi nasiona starych odmian pomidorów malinowych czerwonych i żółtych, które dostała od swoich znajomych. Wysialiśmy nasionka i uzyskaliśmy wspaniałe, ogromne, smaczne owoce. Na jesieni pozyskałam nasionka już z własnych najbardziej okazałych pomidorów, a w lutym tego roku wysialiśmy do mini szklarenek. Pomidory te są bardzo plenne. Mąż zdążył już zrobić w tym sezonie około 70 litrów przecierów pomidorowych. I to nie jest koniec. Oczywiście cały czas trwa konsumpcja. Dodam, że tylko kilka krzaczków różnych odmian pomidorów rośnie w małej szklarni, pozostałe rosną na gruncie. Zatem brak szklarni nie może stanowić problemu w uprawie pomidorów. Bardziej potrzebne są chęci do pracy przy pomidorach, bo nie ma co ukrywać, że aby osiągnąć dobre plony, trzeba o nie zadbać od posiania, poprzez pikowanie, flancowanie, podwiązywanie, obrywanie wilków, ogławianie, plewienie, podlewanie. Ale za to rośliny się odwdzieczają, i to jak 🙂

Continue Reading

Kuchnia

Sok z owoców czarnego bzu.

Sok z czarnego bzu musiał zawsze znaleźć się w spiżarni, kiedy moje dzieci były małe. Pamiętam, kiedy nadchodziła jesień i w przedszkolu zaczynał się sezon przeziębień i kataru, przed wyjściem z domu do przedszkola, dawałam dzieciom ciepły nierozcieńczony sok do wypicia. I to bardzo pomagało. Teraz przygotowuję ten sok dla moich małych wnuków; Leona, Tymona i Igniasia.

W tym roku udało nam się zdążyć przed szpakami ( a bywało, że szpaki były pierwsze i nie było już co zbierać).

 Syrop uzyskiwany z   owoców  czarnego bzu  działa rozgrzewająco, ułatwia wykrztuszanie wydzieliny zalegającej w płucach, pobudza organizm do wytwarzania potu, który pozwala na usunięcie szkodliwych wirusów i bakterii z naszego organizmu. Dzięki   regularnemu piciu soku z kwiatów i owoców czarnego bzu znacznie szybciej zwalcza się  chorobę, można obniżyć gorączkę, a także skrócić czas trwania infekcji.

Owoce czarnego bzu zawierają   kwasy owocowe, witaminy  C i A, sole mineralne (potas, wapń, sod, żelazo i glin), pektyny i garbniki.   Wspomagają detoksykację organizmu, a także  mają   działanie przeciwbólowe. Można go stosować jako naturalny środek wspomagający odtruwanie organizmu oraz środek wspomagający leczenie  w takich chorobach, jak reumatyzm, czy choroby skórne. Pomaga w usuwaniu  toksyn z organizmu. Dzięki swoim właściwościom łagodzącym ból sprawdza się również   jako   wsparcie w przypadku bólów o charakterze nerwowym, w tym  przy leczeniu rwy kulszowej.

Nie wolno, oczywiście, jeść surowych owoców, bo można się nieźle pochorować. Tylko przetworzone.

Polecam, szukajcie w czystych ekologicznie miejscach, zbierajcie, róbcie soki, a zadbacie o zdrowie swoje i swoich bliskich.

Continue Reading

Ogród

Ogrodowe impresje

Ogród to barwy, kształty, ruch, zapachy, smaki i dźwięki. Chociaż zapachów i smaków nie poczujecie, zapraszam posłuchać dźwięków w moim ogrodzie 🙂

koniecznie z dźwiękiem 🙂

Continue Reading

Ogród

Warzywa psiankowate i dyniowate.

Wikipedia podaje, że „Psiankowate – rodzina roślin z rzędu psiankowców. Obejmuje 102 rodzaje liczące ok. 2460 gatunków. Występują one na wszystkich kontynentach z wyjątkiem okolic okołobiegunowych, przy czym największe zróżnicowanie jest w Ameryce Środkowej i Południowej, gdzie występują 63 rodzaje z ok. 1,2 tys. gatunków”.

W moim ogrodzie mam niewielką reprezentacje tego rzędu psiankowców :

  • pomidory, różne odmiany, z przewagą pomidorów malinowych starej odmiany, 
  • papryka słodka i ostra,
  • bakłażan (oberżyna),
  • pepino,
  • owoce goi.

Do warzyw dyniowatych w moim ogrodzie zalicza się.

  • ogórek ,
  • dynia olbrzymia, dynia makaronowa, dynia hokkaido,
  • cukinia
  • kabaczek
  • patison
  • melon

W wielu miejscach w Internecie natknęłam się na wpisy o tym, że w naszym klimacie melony można uprawiać tylko pod osłonami. Ja już drugi rok uprawiam z dobrym i smacznym skutkiem melony na gruncie. Są pięknie dojrzałe, soczyste, pachnące, no i oczywiście bez chemii. Niestety wczoraj zebrałam z grządki już ostatnie owoce. A dzisiaj, w ten gorący dzień, schłodzony melon smakuje wybornie 🙂

jeszcze na grządce
ostatni zbiór tego roku
schłodzony, pachnący, soczysty, po prostu pyszny.

Natomiast z grupy psiankowatych, wczoraj dokonałam pierwszego większego zbioru bakłażanów. Kto śledzi mojego bloga od początku, to może pamięta, że bakłażany wysiewałam 11 stycznia. Liczyłam na to, że na początku lipca powinny pojawić się pierwsze owoce, ale niestety nie stało się tak. Wiosna była zimna, po przesadzeniu do gruntu rośliny dość długo zbierały się do tego, żeby rosnąć. Kwiaty też pojawiły sie dość późno. Martwiłam się, że w ogóle nie zdążą urosnąć w tym roku, bo bakłażany przestają rosnąć, kiedy noce robią się zimne. A u nas w górskiej kotlinie czasami te zimne noce szybko przychodzą. Ale na szczęście ostatnie dwa tygodnie były ciepłe i wilgotne. Plony bardzo mnie ucieszyły, a niektóre rozśmieszyły :-).

Continue Reading

Ogród

Ogród – wrzesień – kwiaty.

Katarzyna Nosowska w jednej ze swoich piosenek śpiewa ” Lubię ten stan – papierosy, kawa, ja”. Parafrazując ten tekst napiszę tak, „Lubię ten stan – ogród, kawa, ja”.

Lubię te poranki, kiedy jeszcze na kwiatach, warzywach, krzewach, na trawie, połyskują w słońcu kropelki rosy. Lubię mój ogród z jego zmieniącymi się kolorami, zapachami i dżwiękami. Lubię rano z kubkiem kawy iść przywitać się z nowymi kwiatami, zobaczyć czy przez noc urosły nowe bakłażany czy patisony, poczuć w ustach smak świeżo zerwanych malin czy jeżyn.

Jesień w ogrodzie zmienia kolory, pojawia się więcej czerwieni, rudości, złota, pomarańczy. Ale kolory lata jeszcze nie odpuszczaję, te delikatne różowe lewkonie, cleome, czy mocniejsze budlejki, białe i różowe róże, przeplatają się z kolorami jesieni.

Zapraszam do mojego ogrodu.

aksamitkę odwiedziła pszczoła, może wpadła na śniadanie
słoneczniki to zawsze mocny akcent ogrodu
Dalie – to podopieczne mojego męża
Mieczyki (gladiole) – dumnie prężą się w słońcu
delikatne cleome
pachnące lewkonie
budleja Dawida – wciąż kwietnie i rozsiewa piękny zapach.

A druga część ogrodu to warzywa, ale o nich później 🙂

Continue Reading

Kuchnia

Przepis na chleb na zakwasie, który zawsze się udaje i jest pyszny.

Wiele lat temu podejmowałam próby upieczenia chleba, ale niestety, bez sukcesu. Zawsze wychodził mi zakalec. I kiedy 5 lat temu koleżanka Ela opowiedziała mi o tym, że sama piecze chleb i nie potrafi jeść już innego chleba, skwitowałam to krótko, że ja już próbowałam, nie wyszło i nie będę piekła chleba. Ela twierdziła, że przygotowanie tego chleba to bułka z masłem i że zawsze wychodzi. Mimo tych zapewnień byłam sceptycznie nastawiona do ewentulanych czynności pieczenia chleba. Ale Ela zaproponowała, że przywiezie mi na następne spotkanie, zaczyn i przepis. No i przywiozła. Powiedziała; spróbuj.

I musiałam przyznać Eli rację, że po pierwsze bardzo łatwo i szybko się go przygotowuje, po drugie zawsze wychodzi, po trzecie długo zachwuje świeżość, po czwarte jest pyszny, no i oczywiście zdrowy, bez żadnych polepszaczy i poprawiaczy, czyli krótko mówiąc bez chemii. .

Trochę to trwało zanim wzięłam się za to pieczenie chleba, bez entuzjazmu, bo te wcześniejsze nieudane próby, stały mi za plecami. Z zaciekawieniem przyglądałam się, jak to ciasto rosło i rosło i na koniec nie opadło !! nie było zakalca !! udało się, hura !

A oto przepis, przy założeniu, że posiada się już zaczyn (tak jak ja, dostałam go od Eli). Jak zrobić zaczyn, kiedy się go nie ma, napiszę dalej (poniżej).

Przed przystapieniem do pieczenia chleba, należy odżywic zaczyn. W tym celu należy go przełożyć do miski, dodać 1 szklankę mąki żurkowej, zalać 1 szklanką letniej wody. Wymieszać dokładnie łyżką. Pozostawić na 6-12 godzin w ciepłym miejscu.

Po tym czasie przygotowuje się ciasto. Do dużej miski należy wsypać 1 kg mąki pszennej tortowej i ½ kg mąki żytniej. Dodać: 1 szklankę otrąb żytnich lub innych, ½ szklanki płatków osianych, ½ szklanki słonecznika, ½ szklanki nasion konopi, 3 łyżki siemienia lnianego, 4 łyżeczki soli, 1/2 kostki drożdży rozpuszczonych w ½ szklanki ciepłej wody, odżywiony zaczyn z miski, 1 litr ciepłej wody, inne dodatki wg uznania, np. pestki dyni, rodzynki, czarnuszkę, kminek, itp.

Wszystko dokładnie wymieszać, najlepiej drewnianą łyżką. Przykryć czystą ściereczką i pozostawić na 1 godzinę do wyrośnięcia w ciepłym miejscu.

Z wyrośniętego ciasta odłożyć do słoika część na kolejne ciasto (na początku dobrze mieć 2 takie słoiczki z zaczynem, bo zdarza się zapomnieć odłożyć, wiem coś o tym, bo potem musiałam sama hodować zaczyn). Odłożony zaczyn przechowywać w lodówce (nawet do 2 miesięcy). Pozostałą część ciasta przełożyć do keksówek (ja wypełniam 4 keksówki). Ponownie pozostawić do wyrośnięcia na 1 godzinę w ciepłym miejscu. Posypać czarnuszką, makiem, słonecznikiem, inne.

Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec 1,5 godziny w temperaturze 180-190 stopni (zależy od piekarnika, ja piekę w 190 stopniach). Wyjąć z piekarnika, wyjąć z foremek. Wierzch chlebków pędzlować zimną wodą. Pozostawić do wystygnięcia.

Można zrobić chleb bez drożdży lub z mniejszą ilością drożdży. Będzie trochę mniej wyrośnięty. Należy uważać też z wodą i raczej nie przekraczać podanej ilości, bo potem chleb wyrośnie za bardzo i wypłynie z foremki.

Można też stosować różne rodzaje mąki, jakie kto lubi. Może to być chleb pszenny lub żytni, w zależności od rodzaju mąki, jaki się zastosuje. Ale ja, po kilku latach pieczenia, doszłam do wniosku, że właśnie taki skład, jak podałam wyżej najlepiej mi smakuje.

Zaczyn hoduje się od 5 do 7 dni, w zależności od temperatury czy pory roku. Latem szybciej zachodzi proces fermentacji.

Potrzebna jest woda letnia przegotowana i mąka żytnia. Do słoika o pojemności 1 l wsypuje się np. 1/2 szklanki mąki żytniej (ja stosuje mąkę żurkową) i dodaję 1/2 szklanki letniej wody, należy to dokładnie wymieszać, przykryć sciereczką i postawić w ciepłym miejscu. To nie muszą być ilości odmierzane szklanką, można odmierzać na łyżki, zasada jest taka, że muszą to być jednakowe ilości. Następnego dnia połowę zaczynu ze słoika należy wyrzucić, a w to miejsce dodać 1/2 szklanki mąki żytniej i pół szklanki letniej wody i wszystko dokładnie wymieszać. I tak powtarzać czynności przez kolejne dni (latem proponuję 5 dni, zimą 7 dni).

Dokładny przepis jak zrobić zakwas chlebowy jest tutaj http://przepisnachleb.pl/zakwas/zakwas-zytni/

No to powodzenia i smacznego 🙂

Continue Reading

Ogród

Lilie – królowe ogrodu.

Lilie ogrodowe to prawdziwe arystokratki wśród kwiatów. Jako roślina ozdobna są znane od 5 tys. lat. W starożytnej Grecji wierzono, że kwiat ten powstał z kropli mleka bogini Hery.

Po liliach zostało już tylko wspomnienie w moim ogrodzie. Znowu trzeba czekać do następnego lata. Ale już wiem, że będę powiększać kolekcję o nowe odmiany.

Lilie nie są wymagające, ale ja niestety, poniosłam kilka porażek, np. kiedy jednej  jesienią posadziłam około 100 cebul lilii, a wiosną wyszło tylko 10.

Niestety, nie udało mi się też z liliami świętego Józefa. Kiedy byłam mała,  na moim osiedlu każda szanująca się  właścicielka ogrodu, za punkt honoru stawiała, aby mieć piękną  kolekcję tych lilii. Dzisiaj prawie ich nie ma. Udało mi się nwet je kupić, posadziłam chyba z 10 cebul, to dwa lata temu 2 sztuki mi zakwitły, a kwiaty były małe, tyle, że pięknie pachniały.   Część chyba wymarzła, albo coś je zjadło.

Teraz sadzę cebule lilii wiosną. W tym roku (może taki rok) moje lilie nareszcie zachwyciły kolorami, kształtami, no i tym niesamowitym zapachem.

Niestety, nie zrobiłam fotografii wszystkich królowych ogrodu, ale i tak zachwycają. I jestem z nich bardzo dumna 🙂

Continue Reading

Eko - Kosmetyki

Moje kremy.

Zioła i kwiaty zawsze mnie otaczały. Zioła zbierała moja mama, moja ciocia i pewnie moja babcia, ale tego nie pamiętam. Wykorzystywałam je, kiedy moje dzieci były małe i chorowały (syropy, inhalacje, okłady, itp.) Ale tak naprawdę zaczęłam im się bardziej przyglądać jakieś dziesięć lat temu.

 Zaczęłam je zbierać, suszyć, parzyć, pić,  przyrządzać krople i nalewki.   Potem zaczęłam wysiewać nowe zioła w ogrodzie.  Od dwóch lat destyluję olejki eteryczne z ziół i kwiatów i uzyskuję w tym procesie również hydrolaty, czyli tzw. wody kwiatowe i wody ziołowe, które wykorzystuje jako toniki. Konsekwencją niejako tego działania było  zrobienie  dla siebie kremu, naturalnego w 100 %, z ziół i kwiatów z mojego ogródka i z pobliskich łąk. Kiedy go stworzyłam, zaprosiłam do testowania moją rodzinę, moje koleżanki, sąsiadki, znajomych. Okazało się, ze krem  tak przypadł do gustu niektórym, że chcieli jeszcze więcej. Najpierw zrobiłam krem ziołowo-aloesowy.

Potem koleżanka zapytała, czy mogłabym dla niej zrobić krem, bo ma problemy z cerą, a konkretnie z trądzikiem różowatym. No to zrobiłam „Forsycję”i robię nadal, bo okazało się, że jej skóra zaakceptowała mój krem. Nie wiedziałam, jak dużo moich znajomych ma problem z cerą wrażliwą, naczyńkową, czy  z trądzikiem różowatym.  

Inna koleżanka zapytała, czy mogę zrobić dla niej krem o zapachu róży. No to zrobiłam z moich róż i z lawendy, bo róża dobrze komponuje się z lawendą

Krem „Ziołowo-Aloesowy”  regenerujący, odżywczy, nawilżający,  dedykowany przede wszystkim dla cery dojrzałej
Krem do cery wrażliwej, suchej,  naczyńkowej  lub z trądzikiem różowatym „Forsycja” , odżywia, łagodzi podrażnienia, zmniejsza skłonność do zaczerwienienia skóry.
Krem „Róża i Lawenda” – lekki krem nawilżający, nawilża, odżywia, działa przeciwzmarszczkowo.

Zrobiłam też maść przeciwbólową bazyliową. Olejek i hydrolat bazyliowy jest naturalnym środkiem przeciwbólowym.

Co będzie następne? myślę o szamponie do włosów; może jakaś pokrzywa, skrzyp, nagietek, może lawenda… kto wie, co jeszcze 🙂

Continue Reading

Eko - Kosmetyki

Zrób sobie krem swój własny, w 100 % naturalny.

W poprzednich wpisach przedstawiłam Wam sposób jak można przygotować sobie macerat olejowy z płatków róż, czyli jak zrobić olejek różany oraz jak przygotować hydrolat z ziół i kwiatów (hydrolat rumiankowy – tonik). Dzisiaj przedstawię, jak można połączyć te dwa produkty, aby stworzyć nowy produkt – własny krem, jedyny, niepowtarzalny, krem do ciała.

Skóra w okresie letnich urlopów narażona jest szczególnie na wysuszanie, to przydługie wylegiwanie się na słońcu, nie bardzo jej służy. A ten krem zaopiekuję się Waszą skórą i nawilży ją odpowiednio i ukoi.

Krem jest bardzo prosty w swoim składzie, można oczywiście go rozbudować, wzbogacić, jeżeli ktoś ma takie pragnienie.

Do zrobienia kremu potrzebny jest macerat olejowy kwiatowy lub ziołowy. można zrobić sobie samemu, (o tym pisałam we wczesniejszym wpisie), a jeżeli nie ma takiego pod ręką, można użyć do tego innego olejku, byle był to olejek naturalny. Taki olejek można nabyć w sklepach ekologicznych. Ja tym razem wybrałam macerat czeremchowy, ma niepowtarzalny zapach.

Drugim podstawowym składnikiem kremu jest hydrolat kwiatowy lub ziołowy, ale to można zrobić samemu ( o tym też niedawno pisałam, jak zrobić hydrolat). Jeżeli nie mamy możliwości, aby zrobić hydrolat samodzielnie, można zastosować napar z ziół lub kwiatów, w ostateczności może to być woda destylowana lub woda przegotowana, ale wtedy krem będzie miał nieco słabsze działanie. Warto nawet, jeżeli nie ma się własnych kwiatów czy ziół, udać się na łąkę, albo chociaż do ogródka znajomych czy sąsiadów. Ja zastosowałam tutaj hydrolat rumiankowy, łagodny dla skóry, gojący.

Kolejnym składnikiem potrzebnym do zrobienia kremu jest olej kokosowy nierafinowany, najlepiej ze sklepu ekologicznego., taki jak ten. np.

I jeszcze potrzebny bedzie wosk pszczeli. Ja kupuję specjalny wosk do kosmetyków w plastrach, w sklepie pszczelarskim.

No i witamina E, jako naturalny konserwant, może być w kroplach lub w kapsułkach.

Do naczynia o pojemności co najmniej 100 ml, ja wykorzystuję zlewkę o pojemności 100 ml, należy wlać 30 ml maceratu olejowego, ewentulanie innego olejku, dodac 3 gramy oleju kokosowego i 3 gramy wosku pszczelego.

Do drugiego naczynia, może być o mniejszej pojemności należy wlać 25 ml hydrolatu lub wody destylowanej.

Oba pojemniki umieścić w garnku, w kąpieli wodnej i postawić na kuchence/palniku/płycie grzewczej. Na dno garnka układam miękką szmatkę. I podgrzać do temperatury około 55 stopniu (musi rozpuścić się wosk). Nalezy sprawdzić, czy temperatura w obu pojemnikach jest taka sama. To ważne, szczególnie wtedy, gdy podgrzewamy naczynia w dwóch oddzielnych garnkach.

Kiedy wosk już się rozpuści, do zlewki z maceratem, woskiem i olejem kokosowym pomału należy wlewać hydrolat, intensywnie mieszając. Kiedy składniki dobrze się połączą, przekładam całą masę do małego ceramicznego moździerza i ucieram krem.

ucieranie kremu

Można też, zamiast moździerza, wykorzystać mały spieniacz do mleka.

Aby zwiekszyć moc takiego kremu, należy dodać kwas hialuronowy, witaminę A, witaminę C, olejki eteryczne. Ja dodałam do tego kremu 3 krople witaminy A i 3 krople witaminy C, wycisnęłam witaminę D z dwóch kapsułek (naturalny konserwant) i dodałam trochę kwasu hialuronowego (dla lepszego wchłaniania się kremu). Ponieważ zapach czeremchowo- rumiankowy bardzo mi odpowiada, nie dodawałam już żadnych olejków eterycznych.

No i do słoiczka 🙂

Ten krem jest w 100 % naturalny. Nie zawiera żadnych chemicznych dodatków stabilizujacych konsystencję, przyspieszających wchłaniane, dlatego należy dać mu trochę czasu na wchłonięcie, kilka minut.

Najlepiej cienką warstwę kremu nałożyć na świeżo umytą i osuszoną skórę. Mówi się, że najlepszy efekt uzyskuje się w czasie do 1 minuty po umyciu, kiedy skóra jest jeszcze wilgotna, ale nie mokra. Jeżeli skóra jest nadal tłusta, można lekko przyłożyć w te miejsca chusteczkę higieniczną. Ale przede wszystkim nie należy nakładać grubej warstwy kremu na skórę.

Może się zdarzyć, że wytrąci się woda, należy ją po prostu wylać. Krem dobrze jest przechowywać w temperaturze poniżej 20 stopni, lub w lodówce.

Życzę powodzenia, dobrych pomysłów w doborze komponentów i zapachów. Skóra zawsze będzie zadowolona, niezależnie od zapachu, rodzaju kwiatów i ziół.

Continue Reading