Eko - Kosmetyki

Jak zrobić naturalny konserwant do domowych kosmetyków.

Odkąd zaczęłam robić sama kosmetyki naturalne dla siebie, dla mojej rodziny i znajomych, kupuję jeszcze tylko tusz do rzęs i mydło, ale to kwestia czasu, nie żebym się przestała myć :-), ale po prostu zacznę robić sama mydła. Trzy lata temu zaczęłam od jednego kremu ziołowo-aloesowego odżywiającego i regenerującego skórę twarzy, szyi i dekoltu, a teraz robię kilka różnych kremów (różany, lawendowo-różany – to nawilżające), forsycjowy dla cery wrażliwej, naczynkowej lub z trądzikiem różowatym, owsiany dla cery normalnej i mieszanej, czeremchowy- pod oczy, nawilżający krem ziołowy do ciała, różne maści; przeciwbólowe (bazyliową, żywokostową), na katar (majerankową, tymiankową,) do skóry z atopowym zapaleniem skóry, dla skóry z łuszczycowym zapaleniem skóry, a także szampon i odżywkę do włosów. Dużą część półproduktów (przedmieszek) przygotowuję sama; maceraty olejowe, gliceryty, hydrolaty, olejki, ekstrakty, ale niektóre półprodukty muszę kupić. Do tej pory kupowałam naturalne konserwanty do moich kosmetyków i połproduktów, ale teraz przygotowuję je sama. Przygotowuję konserwant z wykorzystaniem galasów.

Jesienią, kiedy opadły liście, na krzewach dzikiej róży w ogrodzie odkryłam włochato- gąbczaste narośla. Nie bardzo wiedziałam co to jest, ale byłam pewna, że takie narośla – pasożyty, to nic dobrego dla tych krzewów i wszystkie pousuwałam. Na szczęście, nie wyrzuciłam. Za jakiś czas szukając czegoś w Internecie przypadkiem natknęłam się na zdjęcie takiego samego pasożyta na krzewach dzikiej róży. I wyjaśniło się, dlaczego w ubiegłym sezonie moje dzikie róże słabo kwitły, płatki były uszkodzone i owoców było mniej. Okazało sie, że w tej włochato-gąbczastej narośli rezydują (zimują) larwy szypszyńca różanego. Szypszyniec różany to błonkówka, niewielki owad z rodziny galasówkowatych.  Samica szypszyńca składa jaja na gałęzi dzikiej róży. Wyklute z jaj czerwie wydzielają roślinne hormony, które powodują rozrost uszkodzonych tkanek rośliny – w ten sposób buduje się galas.  Na początku jest bardziej włochaty, w jesiennych kolorach, potem brązowieje i twardnieje. Zimą przybiera prawie czarną barwę. Kiedy na zewnątrz wiatr, deszcz czy mróz, w środku galasa śpią sobie małe białe tłuściutkie larwy szypszyńca różanego, żeby, kiedy zrobi się ciepło przepoczwarzyć się i wylecieć na zewnątrz, na żer, na młode pączki róż. Gałęzie, na którym wyrosły galasy, niestety obumierają. Trzeba je powycinać i spalić.

Za to galasy okazały się być dla mnie cennym surowcem do wytworzenia naturalnych konserwantów do moich kosmetyków. Galasy zawierają bowiem między innymi kwas galusowy (Acidum gallicum) i garbniki, które wykorzystywane były dawniej jako środek konserwujący przy produkcji kosmetyków i w ziołolecznictwie. Kwas galusowy hamuje rozwój grzybów i bakterii.

Żeby zrobić konserwant naturalny z galasów musiałam najpierw usunąć zawartość, czyli te tłuściutkie robaczki. Potem pokroiłam drobno galasy i zalałam spirytusem 60 procentowym, po 3 tygodniach zlałam, przecedziłam i mam swój konserwant naturalny, który dodatkowo ma dobroczynne działanie na skórę, oczyszcza ją, spowalnia procesy starzenia, działa jak filtr UV i wybiela przebarwienia.

Takim konserwantem mogę teraz zabezpieczyć moje maceraty olejowe, maści, kremy i żele przed rozwojem bakterii i grzybów.

Innym, może nawet bardziej znanym galasem jest dębianka, którą często jesienią można zaobserwować na liściach dębu.

Continue Reading

Eko - Kosmetyki

Na zimę dwa kremy do twarzy – krem owsiany i krem ziołowo-aloesowy.

Kiedy byłam mała na śniadanie dostawałam czasami owsiankę gotowaną na mleku. Z wszystkich mlecznych potraw owsianki nie lubiłam najbardziej, szczególnie brzydził mnie kożuch, który tworzył się na jej powierzchni. Po wielu latach wróciłam do owsianki, ale trochę w innej wersji, z dodatkami w postaci orzechów, rodzynek, owoców goi, pestek słonecznika i dyni, itd. A teraz odkryłam płatki owsiane jako półprodukt do moich kremów. Z płatków owsianych ekologicznych przygotowuję mleko owsiane, które jest podstawą fazy wodnej, wzbogacone pyłkiem z jodły syberyjskiej. W fazie olejowej znajduje się między innymi: macerat olejowy czeremchowy, masło shea, olej kokosowy, lanolina kosmetyczna, olej lniany. A w dodatkach gliceryt czeremchowy, olej ze słodkich migdałów, kwas hialuronowy, olejki eteryczne i konserwant naturalny. Krem ma lekko kremową barwę, dobrze się wchłania i pięknie pachnie.

Krem ziołowo-aloesowy to mój pierwszy krem, jaki w życiu zrobiłam. Ma już dwa lata. Dzisiaj przygotowałam nieco zmienioną jego wersję. Fazę olejową troszkę odchudziłam, składa się między innymi z maceratu olejowego z nagietka i z wosku. Na fazę wodną składa się świeżo przygotowany żel aloesowy z mojej uprawy i hydrolat bazyliowy z własnej uprawy bazyli i otrzymany w drodze destylacji parą wodną w moim alembiku. W dodatkach ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej, ekstrakt z róży stulistnej, kwas hialuronowy, Witaminy A, B3, C i E, olejki eteryczne i konserwant roślinny. Krem ma lekko kremową barwę, dobrze się wchłania i pięknie pachnie.

Do moich kremów dodaję konserwant naturalny, który sama przygotuję z galasów szypszyńca różanego, które wyrosły na moich krzewach dzikiej róży. Galasy zawierają m.in. garbniki i kwas galusowy (Acidum gallicum), który wykorzystuje się jako jako surowiec konserwujący w kosmetyce. Zabezpiecza on maceraty olejowe, maści i kremy przed rozwojem bakterii i grzybów Kwas ten pomaga też likwidować przebarwienia polekowe, po kosmetykach, posłoneczne i potrądzikowe.

Continue Reading

Eko - Kosmetyki | Zdrowie

Sok z żyworódki na wzmocnienie włosów i nie tylko na to.

Bardzo dawno temu, kiedy jeszcze nie traktowałam kwiatków rosnących w doniczkach na parapetach jako bogate źródło witamin i minerałów, które można wykorzystać leczniczo, czy też do celów kosmetycznych, miałam na parapecie ogromną żyworódkę. Bardzo się rozrosła i strasznie śmieciła rozrzucając dookoła małe zielone rozmnóżki, które wyrastały na brzegach podłużnych liści. Wystarczyło lekko dotknąć takich liści, a deszcz małych zielonych rozmnóżek sypał się wszędzie. Jak wpadły do ziemi w doniczce, zaraz się ukorzeniały. Nie pamiętam, albo nie chcę się przyznać, co z nią zrobiłam wtedy, ale potem już jej nie miałam i chyba nie chciałam mieć, aż do czasu, kiedy kilka lat temu przyniosła mi sąsiadka małą żyworódkę w doniczce. Postawiłam na parapecie, a ta za chwilę zaczęła się rozmanażać jak kiedyś. Ale teraz wiem, po co ją mam i korzystam z jej dobroci. A nadmiarem ukorzenionych sadzonek obdzielam znajomych, sąsiadki i rodzinę. Bo warto ją mieć.

Żyworódka – to roślina o bogatych właściwościach. Najbardziej znane są dwa rodzaje; żyworódka pierzasta, którą można stosować zewnętrznie i wewnętrznie oraz żyworódka Daigremonta, którą nie należy używać wewnętrznie i ma nieco słabsze działanie od żyworódki pierzastej. Ale to ona częściej gości na parapetach domowych. Ja mam właśnie taką, czyli żyworódkę Daigremonta. Zawiera magnez, żelazo, krzem, potas, selen, cynk i mangan oraz witaminę C. Żyworódka ma działanie bakterio i wirusobójcze, w tym gronkowców i uciążliwych paciorkowców. Ja moją żyworódkę używam zewnętrznie, głównie jako środek wzmacniający włosy. Wyciskam sok z liści i łodyg i robię sobie wcierki w skórę głowy lub łączę sok z miodem i oliwą i robię maseczkę na włosy. Żyworódka podobnie jak aloes bardzo dobrze radzi sobie z wszelkimi niedoskonałościami skóry, ranami, wypryskami, także z trądzikiem młodzieńczym i trądzikiem różowatym. Naprawdę warto ją mieć pod ręką.

Continue Reading

Eko - Kosmetyki | Zdrowie

Maść żywokostowa – jak zrobić – I sposób

W moim ogrodzie od wielu lat w jednym miejscu, na rabacie kwiatowej, co roku wyrastała roślina, której nie znałam. Liście duże podłużne, lekko omszałe, kwiatki drobne, niepozorne, różowe. Nie była to jakaś ozdoba ogrodu, więc traktowałam ją jak chwast i co roku usuwałam. Ale następnego roku i kolejnego i kolejnego, ona znowu pojawiała się w tym samym miejscu. Aż któregoś dnia przeglądając moje książki o ziołach natrafiłam na moją „niechcianą” roślinę i okazało się, że jest to żywokost lekarski. Po jakimś czasie znalazłam jeszcze dwie takie rośliny, ale w innych częściach ogrodu. Okazało się, że mam w ogrodzie prawdziwy skarb. Żywokost lekarski ma szerokie zastosowanie. Głównym surowcem jest korzeń pozyskiwany późną jesienią lub wczesną wiosną. Latem można wykorzystywać świeże liście do okładów bolących miejsc, stłuczeń, otarć. Trzeba je tylko zgnieść, żeby lekko puściły sok. Można też zrobić napar na liściach i kwiatach do przemywania, okładów lub kąpieli.

to tylko niewielka część otrzymanych korzeni żywokostu

Maść przygotowana z korzenia żywokostu sprawdza się przy schorzeniach stawów i kręgosłupa, przy złamaniach, zwichnięciach, naciagnięciach, stłuczeniach, otarciach, przy stanach zapalnych ścięgien i bólach mięśniowych, przy zmianach zwyrodnieniowych stawów, a także przy reumatoidalnym zapaleniu stawów. To alantoina zawarta w korzeniu wpływa na przyspieszenie regeneracji tkanek oraz na gojenie się ran. Działa również przeciwzapalnie. Znajduje też zastosowanie w leczeniu łuszczycy. Z uwagi na zawartość toksycznych alkaloidów stosuję go wyłącznie zewnętrznie. Korzeń żywokostu można wykorzystać do przygotowania maści, nalewek do nacierania, maceratów olejowych, glicerytów, proszków.

Jesienią żywokost lekarski rozrósł się bardzo u mojego kolegi ogrodnika. Wiedząc, że przygotowuję różne maści przeciwbólowe, między innymi z korzenia żywokostu, zadzwonił do mnie z zapytaniem, czy jestem zainteresowana przyjęciem korzenia żywokostu. Oczywiście, że byłam. Szybko pojechałam do niego, a tam czekała na mnie torba z ogromną ilością wykopanego korzenia. Zajęcie miałam na cały dzień.

Po oczyszczeniu korzeni przygotowałam z nich: nalewkę, macerat olejowy, gliceryt i maść przeciwbólową. Nadto część korzeni pokroiłam w cienkie plastry i wysuszyłam, a następnie rozdrobniłam na proszek.

Maść żywokostową przeciwbólową przygotowałam na dwa sposoby.

I sposób.

  • świeży korzeń pokroiłam w drobną kostkę, następnie skropiłam (spryskałam) spirytusem i pozostawiłam na 15 minut,
  • w tym czasie roztopiłam smalec gęsi i wieprzowy, mniej więcej w proporcji pół na pół i doprowadziłam do wrzenia,
  • pokrojony korzeń wrzuciłam do roztopionego tłuszczu i mieszałam przez 20 minut na tzw. wolnym ogniu,
  • po tym czasie zdjęłam garnek z kuchenki i odstawiłam do ostygniecia na całą noc,
korzeń żywokostu w tłuszczu po ostygnięciu
  • następnego dnia podgrzałam całość mieszając, przez ok. 20 minut na wolnym ogniu, po czym przecedziłam przez gazę,
  • przelałam do wyparzonych słoiczków, dodałam po kilka kropel olejków eterycznych; bazyliowego, eukaliptusowego i rozmarynowego i zakręciłam.
  • zamiast tłuszczów zwierzęcych można użyć olej kokosowy i masło shea, to wersja np. dla wegetarian
  • taka maść ma termin wazności około 1 roku, oczywiście przechowywana w lodówce lub w innym w chłodnym miejscu.

Ze sproszkowanego korzenia żywokostu można szybko zrobić okład na bolące miejsca; łyżkę sproszkowanego korzenia zalać łyżką wrzącej wody, wymieszać, dodać łyżkę oleju, powtórnie wymieszać. Taką papkę nałożyć na bolące miejsce. Można całość zabezpieczyć folią spożywczą, na to przyłożyć ręcznik i zostawić na 1-2 godziny, po czym zmyć ciepłą wodą.

Korzeń żywokostu z uwagi na swoje właściwości nawilżające, zmiękczające i wygładzające, przyspieszające regenerację skóry, znajduje zastosowanie również przy tworzeniu kosmetyków naturalnych.

Continue Reading

Eko - Kosmetyki | Zdrowie | Zioła

Jak zrobić żel aloesowy w domu.

Żel aloesowy to lek na wiele przypadłości. Można go używać wewnętrznie oraz zewnętrznie. O mojej kolekcji aloesów, o właściwościach tej leczniczej rośliny oraz o jej zastosowaniu pisałam rok temu https://melarosa.pl/2019/12/09/aloes-roslina-lecznicza-ktora-powinna-byc-w-kazdym-domu/

Taki żel aloesowy, jak na zdjęciu, można wykorzystać w różny sposób: – do tworzenia własnych naturalnych kosmetyków, np. do zrobienia kremów, maści, toników, masek do twarzy, masek do włosów, – do przygotowania soków aloesowych, – w leczeniu niedoskonałości czy innych dolegliwości skóry, typu blizny, oparzenia, rany, otarcia, wypryski, itp. – jako dodatek do płynów dezynfekujących do rąk, sporządzanych na bazie alkoholu, aby zapobiec przesuszaniu skóry,

O tym, jak zrobić żel aloesowy pokazałam w filmie poniżej.

Zdjęcie na górze tego artykułu przedstawia żel aloesowy pokazany na filmie, ale po 12 godzinach. W tym czasie zmienił swoją konsystencję z napowietrzonej białej lejącej substancji, w przeźroczystą płynną żelowatą ciecz.

Continue Reading

Eko - Kosmetyki

Różany tonik do twarzy – jak zrobić.

  Tonik Różany to mój kolejny kosmetyk, który przygotowuję sama w domu.  Składniki toniku przygotowywałam przez całe lato, kiedy kwitły moje pachnące róże.  Chociaż jesień tegoroczna, mimo, ze daleko jej do tej pięknej złotej jesieni, jest na tyle ciepła, że jeden krzew pachnącej roży powtórzył kwitnienie i właściwie mogę dalej przygotowywać moje „mikstury”.

 Mój tonik różany składa się z czterech składników: hydrolatu różanego, wody różanej, octu różanego i glicerytu różanego. Wszystkie składniki przygotowuję sama. To nie jest trudne, ale wymaga trochę czasu. Jeżeli ktoś nie ma czasu czy cierpliwości, można przygotować tonik ze składników gotowych lub tylko niektóre przygotować samodzielnie.

Taki tonik  odżywia, oczyszcza, zmiękcza i wygładza skórę, przywraca  jej prawidłowy poziom pH,   tonizuje i  łagodzi  podrażnienia, rozjaśnia przebarwienia, wyrównuje koloryt skóry, wzmacnia naczyńka, regeneruje naskórek i  spowalnia procesy starzenia skóry.  

Podstawowym składnikiem mojego toniku różanego jest hydrolat różany, uzyskany w drodze destylacji parą, której poddane zostały patki róż pachnących w moim alembiku. Hydrolat różany nie przenosi w pełni zapachu róż. Żeby wzmocnić ten zapach, poddałam maceracji płatki róż właśnie w hydrolacie różanym. A dokładniej umieściłam płatki róż pachnących w słoju, zalałam je hydrolatem różanym i pozostawiłam na trzy dni. Po upływie tego czasu zlałam hydrolat, zużyte płatki wyrzuciłam, a słój napełniłam świeżymi płatkami i znowu pozostawiłam na trzy dni. Taką czynność powtórzyłam jeszcze raz. Należy przy tym pamiętać, aby chociaż raz dziennie potrząsnąć słojem lub wymieszać zawartość.  Dzięki takiemu zabiegowi uzyskałam pachnący hydrolat o mocnym różowym zabarwieniu.

Jeżeli nie posiada się hydrolatu różanego, można przygotować wodę różaną w podobny sposób. Zamiast hydrolatu należy zalać  pachnące płatki róż wodą destylowaną, z małą ilością spirytusu 95 %.  Spirytus ma   zapobiec  ewentualnej fermentacji. Czynność wymiany płatków róż można powtórzyć kilkakrotnie, aż uzyska się pożądaną intensywność zapachu. Cały proces maceracji wodnej płatków róż powinno przeprowadzać się w chłodnym miejscu (nie w lodówce), np. w piwnicy lub chłodnej łazience. Po tym czasie zlać płyn i przefiltrować, przelać do butelki, najlepiej z ciemnego szkła i przechowywać w chłodnym miejscu, np. w lodówce lub w piwnicy.

 Kolejnym składnikiem jest ocet różany. Można pozyskać go  w różny sposób.

Ja przygotowałam ocet w sposób tradycyjny, choć długotrwały. Duży słój napełniłam do 2/3 wysokości płatkami róż i zalałam wodą przegotowaną z cukrem, ostudzoną. Ponieważ nie miałam matki octowej różanej, dodałam ¼ szklanki octu jabłkowego własnej roboty. Słój zabezpieczyłam gazą, aby nie dostały się muszki i postawiłam na parapecie od południowo-zachodniej strony. Codziennie mieszałam płatki w słoju. Płatki róż   przez ten czas utrzymywały się w górnej części płynu, a płyn   miał zapach wina. To trwało około 3 tygodni. Po tym czasie płatki róż opadły i to był znak, że zakończyła się fermentacja  alkoholowa, a rozpoczęła fermentacja octowa.   W tym momencie usunęłam płatki róż, a czysty płyn pozostawiłam na następne  3 tygodnie do fermentacji octowej.  Po tym czasie przefiltrowałam ocet i przelałam do butelek, ale nie zamykałam ich korkiem, tylko zabezpieczyłam gazą, ponieważ nie zakończyła się jeszcze całkiem fermentacja i odstawiłam w chłodne miejsce, czyli do piwnicy.

 Jeżeli nie chce się tak długo czekać na własny ocet różany, można uzyskać go w krótszym czasie. Słój umyty i wyparzony należy napełnić płatkami róż pachnących i zalać octem, najlepiej  jabłkowym lub winnym. Codziennie należy potrząsać słojem. Po trzech dniach wymienić płatki na nowe, a po kolejnych 3 dniach powtórzyć czynność, aż do uzyskania pożądanej intensywności zapachu.

Ostatni składnik mojego toniku różanego, to gliceryt różany. Potrzebna jest gliceryna roślinna, woda destylowana i spirytus.  Słój umyć i wyparzyć, włożyć płatki róż pachnących i zalać podgrzanym do 40 stopni spirytusem, tak, aby tylko przykryć płatki, szybko wymieszać i pozostawić na około 15 minut. W tym czasie glicerynę rośliną podgrzać wraz z wodą destylowaną również do 40 stopni. Po upływie15 minut zalać płatki mieszanką wody i gliceryny i wymieszać. Słój zamknąć pokrywką i pozostawić na 30 dni w ciepłym, ciemnym miejscu, codziennie wstrząsając słojem lub mieszając zawartość. Po tym czasie przecedzić i przefiltrować płyn (trochę to trwa). Następnie  przelać do naczynia (słoja, butelki, może być  z ciemnego szkła) i przechowywać w chłodnym miejscu.

Ja przygotowuję składniki  glicerytu w proporcji 1/5/1, tzn. jedna część spirytusu, 5 części gliceryny roślinnej i jedna część wody destylowanej (lub przegotowanej).  Ale można sobie nieco zmienić te proporcje.

Mój tonik różany składa się z:

2/5 części hydrolatu różanego,

1/5 części wody różanej,

1/5 części octu różanego,

1/5 części glicerytu różanego.

Jeżeli nie posiada się hydrolatu różanego, wystarczy połączyć pozostałe składniki, czyli wodę różaną, ocet różany, gliceryt różany w równych częściach.

Trzeba włożyć  trochę pracy w przygotowanie takiego toniku różanego, ale skóra Wam za to podziękuje. Będzie świeża i promienna.

Continue Reading

Eko - Kosmetyki | Zioła

Lawenda – co można z niej zrobić.

Lawenda po jesiennym cięciu i podsypaniu krzewów dolomitem, tego lata pięknie i obficie zakwitła.

Pierwsze cięcie odbyło się 3 tygodnie wcześniej i ta lawenda suszy się na werandzie. Część jej pójdzie do słoja na uspokajające herbatki ziołowe, część na bukiet do sypialni, a część do woreczków zapachowych.

Mam różne lawendy i kwitną one też w różnym czasie. Teraz wykonałam drugie cięcie, tej później kwitnącej lawendy.

Ta lawendka pójdzie do alembiku na hydrolat oraz do słoja na macerat olejowy, nazywany też olejkiem lawendowym. Lawendowy macerat olejowy odświeża i nawilża skórę, koi podrażnienia, działa przeciwbakteryjnie i ściągająco. W szczególności poleca się go dla cery mieszanej i tłustej, ma zastosowanie do masażu relaksacyjnego, oraz do olejowania włosów Zawarte w maceracie lawendowym substancje, takie jak cyneol, geraniol, limonen, sabinen, wspomagają zabliźnianie i leczenie różnego rodzaju zmian skórnych. Duża zawartość tanin (związków o właściwościach ściągających i wysuszających) wspomaga leczenie uszkodzeń skóry, np. oparzeń czy otarć. Macerat lawendowy można stosować do olejowania włosów; wzmacnia cebulki, zmniejsza wypadanie włosów, odświeża i nawilża suchą skórę głowy.

A hydrolat lawendowy używam jako tonik do przemywania twarzy oraz jako dodatek do mojego nawilżajacego kremu różano-lawendowego, idealnego na letnie dni.

Hydrolat lawendowy uzyskuję w moim szklanym alembiku, w drodze destylacji parą wodną lawendy wąskolistnej. Ma wspaniałe właściwości pielęgnacyjne, miedzy innymi; zwalcza wolne rodniki, a tym samym opóźnia starzenie skóry, działa bakteriobójczo, oczyszczająco, przeciwzapalnie, szczególnie polecany do skóry z trądzikiem różowatym, do cery naczynkowej, ma pH lekko kwaśne, zbliżone do pH skóry, pobudza krążenie krwi, łagodzi stany zapalne skóry głowy, chroni włosy przed wypadaniem i stymuluje je do wzrostu, wzmacnia cebulki włosowe, pomaga w gojeniu ran i oparzeń.

Oczywiście zostawiam też część lawendy na rabatach, bo pięknie wyglądają, wspaniale pachną i odstraszają komary, kleszcze i inne niepożądane owady. Lawendę łatwo się rozmnaża, ja wysiewam z własnych pozyskanych nasion, a także klonuję, czyli końcówki pędów (bez kwiatów) wsadzam do skrzynki, można użyć do tego ukorzeniacza, a na wiosnę wysadzam do gruntu. Te „moje” lawendy są mocniejsze, nie wymarzają zimą, nie padają w czasie suszy, czego nie mogę powiedzieć o kupowanych w różnych marketach. Polecam założyć swoją uprawę od początku do końca. Oszczędność pieniędzy i satysfakcja .

Continue Reading

Eko - Kosmetyki | Ogród

Olejek różany – jak zrobić?

Wracam do tematu „olejku różanego”, ponieważ widzę bardzo duże zainteresowanie tym tematem (ponad 6 tysięcy wejść), o czym świadczą też liczne zapytania i komentarze na moim blogu pod wpisem z czerwca 2019 roku „Jak zrobić samodzielnie olejek różany do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów „.

Jeszcze raz podkreślam, że nie jest to olejek eteryczny, bo ten uzyskuje się w drodze destylacji kwiatów róży. Jest to tak naprawdę macerat olejowy, który każdy może zrobić samodzielnie w domu. A ma wspaniałe właściwości i warto poświecić chwilę na zrobienie własnego kosmetyku pachnącego różą.

W poniższym filmie pokazuję jak zrobić „olejek różany”, a także opowiadam, z jakich róż najlepiej zrobić taki olejek. Zapraszam.

Co można jeszcze zrobić z płatków róży pachnącej? Bardzo wiele wspaniałości. Róża daje naprawdę dużo możliwości.

Zbiór płatków różanych

Suszę płatki, które później dodaję do herbatek ziołowych, wspaniale wzbogacają jej smak.

Robię syrop z płatków, o tym też już pisałam wcześniej 01 lipca 3029 „Syrop z płatków pachnącej jadalnej róży „.

Przygotowuję pyszną nalewkę. Wpis z 10 lipca 2019 r – ” Nalewka na płatkach róży „.

Destyluje hydrolat z platków róży, który potem dodaję jako składnik mojego kremu do twarzy, nawilżającego „Lawenda i Róża” . Wpis pt. ” Krem lawendowo – różany”.

Przygotowuję konfiturę różaną, doskonały dodatek do ciast i tortów.

Pozyskuję zapach róży metodą Enfleurage.

Najlepiej do tego wszystkiego, co powyżej, wykorzystywać róże intensywnie pachnące. Od paru lat powiększam kolekcję właśnie takich róż, i co ciekawe, najmocniej pachną właśnie róże różowe. Róże pomarszczone, róże majowe, róże damasceńskie, róże stulistne – wszystkie one mają kolor różowy. Kupując róże, najlepiej je po prostu wąchać, wtedy mamy pewność. Poniżej kilka obrazków różanych z mojego ogrodu.

róże pnące, różowa pachnie, czerwona tylko ładnie wygląda, ale jest bez zapachu.
na pierwszym planie róża burboncka
róża majowa

Continue Reading

Eko - Kosmetyki

Krem pod oczy i na powieki

Do tej pory używałam moich kremów na całą twarz, szyję i dekolt.  Ale teraz mam już  mój nowy krem – krem pod oczy i na powieki. Nazwałam go „Czeremcha” , bo głównym surowcem są kwiaty czeremchy.  Z kwiatów czeremchy przygotowałam macerat olejowy,  gliceryt alkoholowo-wodny , a z kwiatów i liści wydestylowałam pachnący migdałami hydrolat. Połączenie tych substancji dało naprawdę dobry efekt. Krem jest bardzo delikatny, dobrze się wchłania, nawilża skórę i pięknie pachnie.

Czeremcha stanowi bogate źródło substancji bioaktywnych, do których należą między innymi: witamina C, rutyna, pektyny, olejki eteryczne, garbniki, kwasy organiczne. Ma właściwości nawilżające, wygładzające i antyseptyczne. Zmniejsza obrzęki, likwiduje cienie pod oczami, wybiela przebarwienia, zmniejsza łojotok, przyspiesza gojenie. 

O hydrolacie czeremchowym pisałam w ubiegłym roku tutaj https://melarosa.pl/2019/05/08/hydrolat-czeremchowy/

 Dzisiaj napiszę o glicerycie, czyli wyciągu glicerynowo-alkoholowo-wodnym. Ja przygotowałam już w tym roku gliceryt z kwiatów czeremchy, z kwiatów lilaka (bzu fioletowego) oraz z pączków leszczyny.

 Do przygotowania takiego glicerytu potrzebna jest gliceryna roślinna, która ma właściwości nawilżające, łagodzące, wygładzające, przeciwzapalne, nadaje skórze elastyczność. Drugim składnikiem glicerytu jest alkohol – spirytus 60 – 70 %. Trzecim składnikiem jest woda, najlepiej destylowana lub  przegotowana,  ciepła. Proporcje przy łączeniu tych składników bywają różne. Ja stosuję  5 części gliceryny, 1 część spirytusu, 1 część  wody. Słój szklany i pokrywkę należy wyparzyć . Ja dodatkowo spryskuję je  spirytusem. Zioła, kwiaty lub pączki rozdrabniam i wkładam do słoja, zalewam spirytusem podgrzanym do temperatury ok. 40 stopni C, tak, żeby były wilgotne. Należy lekko przemieszać łyżką (drewnianą lub ceramiczną), aby spirytus dotarł do wszystkich części surowca i pozostawić na ok. 30 minut.

Glicerynę łączę z wodą i podgrzewam też do temperatury 40 stopni C, a następnie zalewam surowiec w słoju, tak, żeby był przykryty ok. 2 cm. Słoik zakręcam i ustawiam w ciepłym miejscu, może być parapet, ale wtedy dobrze jest osłonić przed ostrym działaniem słońca przykrywając np. ściereczką  albo papierową torebką. Co 2-3 należy przemieszać łyżką lub lekko wstrząsnąć słoikiem.   Po 3-4 tygodniac, zlać gliceryt, przefiltrować, po kilku dniach ponownie przefiltrować, potem przelać do czystej butelki lub słoika, najlepiej z ciemnego szkła i odstawić  do chłodnego miejsca.

Do czego stosować? Do maści, kremów, maseczek, balsamów, toników lub jako wcierki do włosów. Z dnia na dzień surówców przybywa, jutro przygotuję gliceryt z glistnika jaskółcze ziele, właśnie zaczął kwitnąć.

Continue Reading

Eko - Kosmetyki | Ogród

Enfleurage c.d. – perfumy „Biały Bez”

Z czasów mojego dzieciństwa pamiętam, że w domu stały na półce perfumy „Biały Bez”. Dzisiaj, kiedy zajrzy się do Internetu można znaleźć bardzo dużą ofertę perfum, wód perfumowanych, kolońskich, o zapachu bzu czy lilaka. Bo tak naprawdę ten popularnie nazywany bez biały, niebieski, fioletowy, który teraz wychyla się prawie z każdego ogrodu i pachnie, to lilak pospolity.

Ale cóż, Julian Tuwim też nazywał go bzem, a nie lilakiem. „Rwanie bzu”

Narwali bzu, naszarpali,
Nadarli go, natargali,
Nanieśli świeżego, mokrego,
Białego i tego bzowego.

Ostatni wpis traktował o perfumach z czeremchy uzyskiwanych metodą enfleurage czyli nawonnienie tłuszczu zwierzęcego zapachem kwiatów lub ziół. Śmiało mogę powiedzieć, że udało mi się zatrzymać zapach czeremchy w małych słoiczkach, w formie pomady. A teraz jest czas, kiedy tą samą metodą pozyskuję zapach lilaka, czyli bzu białego.

zapach bzu

W międzyczasie poddałam kwiaty lilaka (bzu białego) destylacji. Wyodrębnił się olejek, ale w bardzo małej ilości, natomiast hydrolat o wspaniałych właściwościach, niestety, też nie pachnie tak jak świeży kwiat. Natomiast tłuszcz wołowy nerkowy, bo tym razem nie zastosowałam mieszaniny tłuszczów; wołowego i wieprzowego, pięknie się już nawonnił, a to przecież jeszcze nie koniec. Kwiaty bzu ułożone na cieniutkiej warstwie tłuszczu przykrywam jedwabną apaszką. Ona też fantastycznie się nawonniła. Ciekawa jestem, jak długo utrzyma się ten zapach na apaszce, bo pomadę tłuszczową włożę do słoiczka i zamknę tam zapach. Trochę przeszkadza mi deszcz, bo kwiaty muszą być suche, ale cóż, deszcz potrzebny jest wszystkim roślinom, poczekam.

W małym naczyniu ceramicznym układam konwalie. Nie mam ich aż tak dużo, żeby wystarczyło mi na kilkanaście zmian kwiatów w ramie o wymiarach 50 x 60 cm. Zatem na dno niedużego naczynia ceramicznego wylałam roztopiony tłuszcz wołowy i po zastygnięciu zaczęłam układać kwiaty. Tak robiłam w marcu z hiacyntami i żonkilami. Opisałam to tutaj https://melarosa.pl/2020/03/03/enfleurage-czyli-jak-zatrzymac-ulubiony-zapach/

Metoda enfleurage jest bardzo prosta, ale wymaga cierpliwości i wytrwałości, żeby uzyskać oczekiwany efekt. Należy wybierać kwiaty o silnym zapachu i takie do których ma się dostęp w dłuższym okresie czasu. Za chwilę zakwitną róże, te na szczęście potrafią kwitnąć długo.

Warto zrobić własne perfumy, naturalne. Można też łączyć kwiaty, tworzyć nowe kompozycje zapachowe, jedyne, własne, niepowtarzalne.

Do dzieła 🙂

Continue Reading